Czy to mogłem być ja?

Jeden telefon. Jedna prośba i zdarzenia zaczęły następować, może nie lawinowo, ale jedno po drugim, jakby gdzieś się spieszyły, chciały zaistnieć. Czyjś plan nałożył się na mój rytm dnia.

Mogłem powiedzieć nie, odmówić, świat by się nie zawalił, miałem do tego prawo. Jeśli ktoś dzwoni za tak zwane pięć dwunasta, musi się liczyć z odmową, bo jego plan może kolidować z moim planem. A miałem takowy – spotkanie ze znajomymi, podwózka kogoś na zajęcia, prace w ogrodzie, prace informatyczne.

Kwiecień się przepołowił, więc była najwyższa pora sadzić ziemniaki, siać marchew, pietruszkę i cebulę. Miałem przygotowaną rozsadę kapusty, brokułów i sałaty. Przy tym od tygodnia odkładałem uzupełnianie treści na stronie internetowej. Nie dokończyłem też testowania mechanizmu udostępniania edytowalnych plików na dysku w chmurze. I nagle dostaję telefon z prośbą, czy mogę pomóc przy organizacji koncertu.

Poczułem się trochę przygnieciony pracami, które nagle wyrosły jak grzyby po deszczu. Nie przymierzając, moja zgoda oznaczała, że prawie dwa pełne dni miałbym wyjęte z życiorysu, to znaczy musiałbym odłożyć to, co zaplanowałem, na rzecz niezaplanowanego. I oczywiście liczyć się z tym, że będę musiał nadrobić zaległości ponosząc różne koszty – uszczuplić swój czas na wypoczynek, odmówić sobie oglądania filmu, czy zrezygnować z odwiedzin matki.

Prostym rozwiązaniem, chyba najprostszym, byłaby odmowa, ale nie zrobiłem tego. Ta niespodziewana propozycja, mimo że wzbudziła we mnie na początku złość, stała się pretekstem do przyjrzenia się temu, w jaki sposób zdarzenia wpływają na mnie, jakie zamieszanie robią we mnie. Bo przecież, nawet gdyby podjeść do tego najracjonalniej, wyłożyć argumenty za i przeciw, to decyzja powinna być jednoznaczna i nie podlegać dyskusji. Ale przecież z decyzjami jest różnie, tak jak z sytuacjami. Może pojawić się nagle coś niespodziewanego, jakiś emocjonalny argument, który przeważy i wpłynie na zmianę postanowień.

Czy pojawił się taki argument i wpłynął na mnie? Być może chodziło o występ duetu z Ukrainy. Na koncercie miały zaśpiewać i zagrać na bandurach dwie dziewczyny. Znałem też muzyków z zespołu, którzy mieli koncertować po występie ukraińskich artystek. W dodatku byłem zaprzyjaźniony z organizatorami koncertu.

Mówi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno w tle jest kasa. Pieniądze są jednym z najmocniejszych argumentów, wpływających błyskawicznie na zmianę decyzji – to niezaprzeczalna prawda. Ale w tym przypadku nie o pieniądze chodziło. Pewne rzeczy robi się pro publico bono i tak było w moim przypadku.

Zaciekawiło mnie, w jaki sposób, bez tego najmocniejszego kasowego argumentu, podejmuje się decyzje, bo w takiej sytuacji trzeba się trochę ze sobą zmagać, zastanowić, wykazać silną lub słabą wolą, kto wie czy się nie przywołać do porządku, zdyscyplinować, wykazać asertywnością, której ludzie miewają za mało. Podczas takiego zmagania można przyjrzeć się sobie i zapytać, kto tak naprawdę podejmuje w takich sytuacjach decyzję.

Niby odpowiedź jest prosta. No bo kto? Ja? Czyli kto? Ten, który dba wyłącznie o swoją wygodę? Chce coś zrobić dla innych? Jest ciekawy nowych trendów w muzyce? Czeka na pochwały za włożony wysiłek? A może spodziewa się nagrody? Zamierza w przyszłości obwieścić światu, że pomagał bezinteresownie i będzie korzystał z tego faktu, by poprawić sobie samopoczucie, pozycję w środowisku? A może będzie go używał do krytykowania innych, by na tle tych gorszych, nic nie robiących, stać się „gwiazdą wieczoru”? Motywów jest cała masa i one w dużym stopniu wpływają na nasze decyzje. Więc przekonanie, że to „ja” ją podjąłem, jest określeniem płynnym, bo za decyzjami ukrywa się sporo nieświadomego, które w zależności od okoliczności uaktywnia się i nas określa. Można się w ten sposób sporo namęczyć i nie znaleźć odpowiedzi na pytanie, kto tak naprawdę zdecydował. Da się zapewne rozpoznać po wyborze, kto stoi za decyzją, stwierdzić, że była dobra lub zła, wymienić jakieś nazwisko.

Trudno więc określić to „ja”, gdyż w sferze psychologicznej człowiek jest dość płynną istotą o zmieniających się myślach i emocjach.

Natomiast bez dwóch zdań to ja się zgodziłam, by pomóc. Zasiadłem za kierownicą samochodu, przewoziłem zwoje kabli, mikrofony, statywy, kolumny głośnikowe, bębny i wiele innych rzeczy, które później nosiłem z kolegą przed rozpoczęciem koncertu i po jego zakończeniu. Przy tym jechałem z myślą, że na miejscu będą ludzie do pomocy, bo tak zapewnił mnie współorganizator koncertu. I taki zapewniający siebie, że za wiele pracy tam będzie, ponieważ będzie pomoc, łudziłem się, że szybko wrócę do domu i zajmę się swoimi sprawami.

Nie zająłem się. Pojawiły się nieprzewidziane okoliczności. W miejscu docelowym owszem, czekali na nas ludzie, ale jedynie po to, by otworzyć bramę wjazdową. Później okazało się, że nie możemy wejść do sali o wyznaczonej godzinie, ponieważ odbywają się tam jeszcze jakieś zajęcia. A jak już sala się zwolniła i wnieśliśmy z kolegą sprzęt w pobliże sceny okazało się, że scena jest za mała. Zespół liczył siedem osób, więc należało scenę powiększyć.

Wtedy przyszło mi na myśl, że mam tego dość. Postanowiłem wrócić do domu. Tłumaczyłem swój zamiar tym, że przecież nie było mowy o noszeniu ciężkich podestów, składaniu ich i powiększaniu sceny.

Ale ponownie tego dnia zadałem sobie pytanie, kto postanowił i zdecydował o powrocie do domu. Oczywiście chodziło o mój interes, bo niby dlaczego i w imię czego, miałem poświęcać swój wolny czas?

Jednak te nieprzewidziane okoliczności zeszły na drugi plan. Ważniejszy dla mnie stał się mój wewnętrzny konflikt. Było mi z nim niewygodnie, ale jednocześnie miałem ochotę dać upust swojej frustracji. To była świetna okazja, by wyżyć się na kimś i w dodatku w majestacie swojego słusznego oburzenia. Ostentacyjną odmową mogłem sobie sprawić przyjemność, bo to by dało mi poczucie, że mam rację, że jestem lepszy, mądrzejszy, bo nie dałem się wykorzystać. Przy tym zacząłbym grać ze sobą w ulubioną gierkę. Po jednej stronie ustawiłbym tego, który się zgodził pomóc, a jednocześnie czuje się wykorzystywany i oszukany, a po drugiej tego, który broni swego interesu, uważa siebie za twardziela, któremu nikt nie podskoczy.

Przyglądając się tym raz po raz wyłaniającym się sprzecznym myślom, które wzbudzały różne nastroje, doszedłem do wniosku, że to wewnętrzne zmaganie wybija się na pierwszy plan staje się absorbujące to tego stopnia, że zacząłem się z nim utożsamiać.

Czy to mogłem być cały ja? Czy to miotanie się pod wpływem różnych zdarzeń było mną? Przecież to wyglądało tak, jakbym reagował i zachowywał się jak automat, który nastawiony jest wyłącznie na szukanie przyjemności.

Mogłem odmówić i zająć się tym, co miałem do zrobienia w pierwszej kolejności, co było moją powinnością. Tylko czy tę decyzję odmowy zostawiłbym w spokoju – nie interpretował na różne sposoby, po to, by powiedzieć sobie na przykład: zobacz jaki jesteś gość, umiesz postawić na swoim?

Nieustannie coś rozstrzygamy i czynimy postanowienia. Ale nie zawsze dla nas „tak” jest „tak”, a „nie”, „nie”. Przeważenie komplikujemy sam proces decyzji i gubimy się w nim.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz