Struganie patyków

Kilka dni ciepła i się zaczęło. Na jarmużu widać charakterystyczne dziury i połyskujący nalot po żerowaniu nagich ślimaków. Aby ratować się przed szkodami, można śliniki wielkie zbierać nocą, oświetlając rośliny latarką, albo wczesnym rankiem, kiedy kończą ucztowanie i szykują się do powrotu do swoich kryjówek.

Gorzej jest z sałatą. Te nagie stwory zaszywają się we wnętrzach zawiązujących się główek, sieją spustoszenie i zostawiają po swoim pełzaniu śluz, który trudno się zmywa.

W ogrodzie jest wiele miejsc, w których ślimaki znajdują odpowiednie warunki do rozmnażania. Wykluwają się z jaj, choć korci mnie, by powiedzieć, że o żadnym wykluwaniu mowy być nie może. Ten czasownik rezerwuję dla szpaków, które co roku zasiedlają budkę na brzozie w rodzinnym ogrodzie.

Śliniki wielkie wynurzają się jakby z otchłani, wypełzają, pchają się na świat, żeby unicestwiać rośliny. Są jak egoistyczna narośl na zdrowym ciele. Jako obojnaki, nie potrzebują drugiego osobnika żeby się rozmnażać.

Ściągając z liści jarmużu młode, około centymetrowe osobniki, czułem, jak lepią mi się do palców. Zebrałem ich około piętnastu. Zastanawiałem się, czy roślinom jest z tego powodu lżej. Może nawet mi dziękowały, ale ja nie rozumiałem ich mowy.

Wracając do domu, zauważyłem ruch na kompoście. Zaintrygowany sprawdziłem, co mogło być przyczyną. Na pryzmie częściowo przekompostowanej ziemi, roślin i odpadów kuchennych, zobaczyłem jeża. Krzątał się wokół wygotowanych warzyw. Zajadał się bulwą miękkiego selera. Życzyłem mu w duchu smacznego. Byłem nawet trochę dumny z tego, że to sympatyczne zwierzątko mieszka w moim ogrodzie i zajada się moimi warzywami. Czułem się wyróżniony wśród sąsiadów, którzy przy swoich domach mieli jedynie strzyżoną trawę.

Zrobiłem jeżowi zdjęcie i ruszyłem wydeptaną ścieżką do domu. Przechodząc obok sosny, spojrzałem na kępy rozkwitających szafirków i żonkili. Pomyślałem, że świat byłby o wiele piękniejszy, gdyby nie było na nim nagich śliników. Ale dlaczego? – zadałem sobie pytanie.

Szukając na nie odpowiedzi stwierdziłem, że poranna inspekcja ogrodu, zbieranie ślimaków, spotkanie z jeżem, jest opisem ogrodu wyłącznie z mojego punktu widzenia, za którym kryje się pragnienie innego porządku, niż naturalny. Niechętnie przyznałem się do tego. Gdybym upierał się przy swoim punkcie widzenia i wymyślonym przez siebie porządku, to wniosek byłby jednoznaczny, niezbyt pochlebny dla mnie.

Przecież aż tak bardzo nie różnię się od ślimaka, przynajmniej na poziomie najprostszego bytowania. Też zabiegam o jedzenie, o kryjówkę, o wygodę, unikam zagrożeń, bólu i głodu, w pewnym momencie swego życia chciałem mieć dzieci.

William Blake napisał, iż da się „Zobaczyć świat w ziarnku piasku”. Czyli również w ślimaku? Nawet więcej, przyglądając się bezskorupiakowi można dowiedzieć się, w jaki sposób ludzie budują między sobą relacje i czym się kierują tworząc je.

Czy ślimaki wynurzają się z otchłani, wypełzają, pchają się na świat, żeby unicestwiać rośliny? Są egoistyczną naroślą na zdrowym ciele? One po prostu wczuwają się w otoczenie i szukają jedzenia. Tak jak jeż. Ślimaki nie mają swojego punktu widzenia zbudowanego z ocen, porównywania czy mierzenia. Gdyby tak było, niechybnie wystrugałyby sobie patyki i zaczęły się zwalczać w imię wymyślonych przez siebie zasad. Może by też zapragnęły, żeby świat był doskonalszy, więc zabrałyby się za jego upiększanie.

W historii istniało wielu ludzi usiłujących naprawiać świat. Zgodnie z własnymi punktami widzenia redukowali i niszczyli to, co nie przystawało do ich wizji.

Czy nie przesadzam? Poranne wyjście do ogrodu stało się ponurym i fatalistycznym rozważaniem. Jeż, ślimaki, budka na brzozie, kompost, wydeptana ścieżka, to część mojego życia, pasja, której się oddaję. Ale czy w moim podejściu, w realizacji pasji, nie ma czegoś, co zaburza mój wewnętrzny porządek, co przeszkadza mi i budowało moją niechęć do czegoś, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością?

Czy nie jest tak, że przez swój punkt widzenia chcę za wszelką cenę dopasować do siebie świat tak, żeby móc powiedzieć: o, teraz jest lepiej, piękniej i bezpieczniej?

Niektórzy uważają się za lepszych od innych, co daje im poczucie siły i buduje przekonanie, że mają prawo do narzucenia swojej wizji świata. Ale w istocie rzeczy tak zwana lepszość jest jedynie wytworem punktu widzenia. Widać to w relacjach telewizyjnych, pokazujących konflikty dużych grup społecznych. Gdzie spojrzeć, w każdej sferze ludzkiego życia, forsuje się punkty widzenia, broni się ich, a następnie struga patyki i okłada wzajemnie.

Poczułem się nieswojo. Zrobiło mi się żal ślimaków. Chciałem przyrzec sobie, że następnym razem, gdy pójdę ściągać je z roślin, będę je wkładał do słoika i wynosił tam, gdzie nie ma sałaty i jarmużu. Wiedziałem jednak, że to niewiele zmieni. Część ślimaków przetrwa, ukryje się, wyjdzie w nocy ze swych kryjówek, kiedy będę spał i zje jakąś część moich upraw. To są istoty niespożyte w prokreacji. Po trzydziestu dniach życia mogą wytworzyć sto jaj z gotowymi do samodzielnego życia osobnikami.

Więc co? – szukałem odpowiedzi na swoje rozterki. Wyłapywać ślimaki czy zostawić je?

Sposobów na zmniejszenie ślimaczej populacji jest sporo, tak jak wiele jest punktów widzenia. Czy ten, kto tępi ślimaki jest zły, a ten kto tego nie robi, jest lepszy? W ten sposób sięga się do własnych zasobów, za pomocą których przedstawia się kolejny punkt widzenia na sprawę.

Czułem, że odpowiedź znajduje się tuż, tuż. Wiedziałem też, że wymyślanie jakiejś metody czy sposobów, według których mam postąpić gorzej czy lepiej, będzie jedynie kolejnym punktem widzenia.

Postanowiłem więc, że następnym razem, kiedy pójdę do ogrodu, nie będę zakładał, że świat bez ślimaków będzie lepszy. Gdy się tam znajdę, będę wiedział. Nie prędzej. Zrobię to, co do mnie należy najlepiej jak będę umiał, pamiętając, że ogrodem należy się opiekować i troszczyć o niego, jako o pewną całość. Być po prostu za niego odpowiedzialnym.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz