Powielanie kliszy

Dobiegała czterdziestki. Była szczupła, zgrabna. Uchodziła za atrakcyjną kobietę, a jednak coś nie wyszło. Rozstali się.

Zastanawiała się, dlaczego. Szukała w sobie wad, które mogły być przyczyną rozpadu związku. Wydawało jej się, że robiła wszystko, by małżeństwo trwało, rozwijało się, a rozstanie nastąpiło dopiero, gdy przyjdzie umierać. Rozgoryczona usprawiedliwiała się, wybielała i obarczała winą byłego.

Do końca, do chwili wyroku sądu, miała nadzieję, że małżeństwo da się uratować. Mieli syna w wieku dojrzewania. Uważała, że obecność dziecka pomoże wszystko naprawić. Przekonywała męża, że dla jego dobra powinni zrezygnować z własnej wygody, machnąć ręką na wzajemną niechęć i zlekceważyć rosnącą między nimi wrogość.

Obojętności można się wyuczyć. Wdziewać na twarz maskę, która ukryje przed światem zadawane przez ukochaną osobę rany, sprawi, że spłyną jak woda po kaczce. Można ją ostentacyjnie obnosić, stwarzając pozory, że uczucie miłości nie wygasło, a były partner nie przestał być ukochanym. Ale są to jedynie sztuczki, by na chwilę znaleźć wytchnienie, schować się za parawanem własnych tęsknot i szukać w nich schronienia.

Po rozwodzie mąż wyprowadził się. Została w mieszkaniu z synem. I nagle zobaczyła, jak bardzo jest tu cicho. Przestraszyła się spokoju. Nie umiała sobie z nim poradzić.

Do południa przebywała w pracy. Po powrocie starała się być blisko z synem, rozmawiać z nim, ale on żył w innym świecie. Miał swoich kolegów, swoje sprawy, swój pokój, w którym zamykał się i nie chciał słuchać, jak matka wciąż próbuje udowodnić sobie i jemu, że została skrzywdzona, a krzywdziciel poniesie karę.

Wieczorami nie miała co ze sobą zrobić. Oglądała telewizję. Kupowała czasem coś słodkiego. Piła ulubioną herbatę. Przypomniała sobie o koleżankach z liceum. Miała ochotę spotkać się z którąś, ale przez lata nie utrzymywała z żadną kontaktu, więc pomysł wydał jej się niedorzeczny. Miała ochotę się komuś wygadać, pożalić, powiedzieć, że wcale nie jest dzielna i mimo pozorów, które wokół siebie tworzy, tak naprawdę jest bezradna i nie wie, co ze sobą robić. Po prostu bała się i za wszelką cenę chciała uciec od lęku.

Znajome w pracy przekonywały ją, że świat stoi przed nią otworem, że kobiety w dwudziestym pierwszym wieku mają wiele możliwości, by się rozwijać, realizować swoje pasje. Ale ona nie mogła w sobie znaleźć żadnej pasji. Nie wiedziała, co to znaczy się rozwijać.

Pracowała jako grafik w firmie poligraficznej. Chodziła na eventy. Tańczyła. Rozmawiała. Piła wino. Umiała się bawić i cieszyła się z innymi, ale czuła w sobie jakąś niezgodę na taki styl życia. Świat, ten wewnątrz niej, nie przystawał do tego, który przetaczał się przed jej oczami. Rodziło to w niej niepokój. Zmagała się z nim, szukała wyjścia, uwolnienia od narastającego w niej konfliktu.

Dokształcała się. Nowości i nowinek w jej branży było aż nadto, by się nie nudzić. Firmy prześcigały się w wypuszczaniu na rynek nowych, coraz lepszych, bardziej intuicyjnych programów graficznych. Starała się być na bieżąco.

Praca, przyjęcia zawodowe, zakupy, gotowanie, sprzątanie, doglądanie syna – robiła to od zawsze. Ale odkąd została sama, odkąd przestała być mężatką, przestała polemizować, walczyć o swoje racje, udowadniać, że prawda leży po jej stronie, wytykać mężowi błędy, bronić się przed jego atakami, przed narastającą w nim agresją. Przy tym brak jej było ciepła mężczyzny. Męskiej obecności. I ten brak był tak dojmujący, że poruszył w niej dawno zapomniane uczucia. One z kolei przywołały z pamięci obrazy z dzieciństwa.

Pomyślała, że owszem, wiele w jej życiu się zmieniło. Stała się dorosła, mogła decydować o sobie, miała zawód, zarabiała, mogła chodzić na randki, ułożyć sobie na nowo życie, ale pewne rzeczy, odkąd pamiętała, nie zmieniły się w niej ani na jotę.

Uczucia z dzieciństwa pozostawały niewzruszone. Dorosłość niczego nie przeprofilowała. Nadal nie wiedziała, jak radzić sobie z niepokojem, z niepewnością. Wiedziała, że one ulatniają się, gdy czuje się aprobowana, doceniana i kochana, ale te dobre stany były jak efemerydy. Pojawiały się sporadycznie.

Wchodząc w dorosłe życie, wychodząc za mąż, zostając matką, myślała, że za pomocą tych wydarzeń poczuje się wreszcie bezpiecznie, ale świat nadal jawił się jako źródło zagrożenia. Bolała nad tym, że to, co wydało jej się trwałą więzią, stałym oparciem, okazało się zamkiem z piasku, wzniesionym na ludzkiej obojętności.

Spędzając samotnie kolejny wieczór zastanawiała się, co robi źle, jaki popełnia błąd, że jest nieakceptowana. Odnosiła zawodowe sukcesy, nadal była atrakcyjna, miała nawet kilka randkowych propozycji. Bez problemu mogła po raz kolejny się z kimś związać, może nawet urodzić dziecko, ale obawiała się, że będzie to jedynie powtórką wcześniejszych rozczarowań. To było owo poczucie niezgody w sobie, ów brak harmonii między tym, co działo się w jej środku, a tym, co przychodziło do niej z zewnątrz.

A może – przyszło jej na myśl – mój błąd polega na tym, że wyobrażam sobie, iż moje uczucia, moje myśli, moje pragnienia powinny być w stu procentach odwzajemnione, zrozumiane, a czyjś wewnętrzny świat powinien być harmonijnie zespolony z moim? Czy jest to możliwe? A jeśli mój były mąż miał podobne wymagania, podobnie sobie wyobrażał, oczekiwał mojej akceptacji i zrozumienia…? To co taki związek mógł przynieść? Obojętność? Niechęć? Złość? Rywalizację? Nienawiść? Poczucie skrzywdzenia? Rozpad?

Włączyła telewizor. Chciała zagłuszyć niechciane myśli i uczucia. Złościła się na siebie. Zanurzyła się w świat kolejnego odcinka serialu, który opowiadał historię porzuconej i skrzywdzonej dziewczyny. Im dobitniej intuicja podpowiadała jej, że jej małżeństwo miało właśnie taki przebieg, o jakim przed chwilą myślała, tym bardziej utożsamiała się z bohaterką serialu, która usilnie pragnęła akceptacji, gdyż bez tego nie dostrzegała sensu życia. Płakała razem z nią. Nad nią i nad sobą, wpasowując się ponownie w kliszę powielaną nie tylko w filmach.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz