Czy prawdziwa relacja?

Po pracy mieli zrobić zakupy. Jakub przyjął z pokorą jej propozycję, choć korciło go, by żonie odmówić. Znał ją na wylot. Wiedział, co się wydarzy po wejściu do sklepu, o czym będzie mówiła, w jaki sposób strofowała i pouczała.

Gdy dodał, że od dwudziestu lat są małżeństwem, usłyszałem w jego głosie gorycz, choć mówił ze swadą, a w snutą przez siebie opowieść wplatał żarciki.

Miałem ochotę mu powiedzieć, że skoro jest mu źle, to niech to zmieni. Jednak powstrzymałem się z uwagami. Podczas sesji, gdy ktoś mówi, nie należy przerywać. Zresztą Jakub dopiero zaczynał swoją opowieść.

Byliśmy w ośrodku od trzech dni. W sali siedzieliśmy blisko siebie. Rozdzielała nas dziewczyna, Matylda, która robiła notatki. Próbowałem podejrzeć, o czym pisze, ale była czujna i zawsze w porę ustawiała zeszyt pod takim kątem, żebym nie mógł niczego przeczytać.

Trzy dni to zbyt krótki okres czasu, by kogoś poznać. Ale istotną część życiorysu Jakuba znałem. Skąd? Przez analogię. On, tak jak ja, został zakwalifikowany do Programu Rozwoju Osobistego, więc musiał spełnić pewne warunki. Był trzeźwiejącym alkoholikiem, od dziesięciu lat utrzymywał abstynencję. Podobnie było ze mną.

Piciorys to ciężki kawałek chleba dla uzależnionego. Każdy nietrzeźwy człowiek robi wiele głupstw, sprowadza na rodzinę cierpienie, krok po kroku się wykoleja i jak w porę nie zrobi ze swoim życiem porządku, kończy tragicznie.

Jakub otrząsnął się. Znalazł pomoc. Wsparł się na ludziach, którzy wcześniej, tak jak on, borykali się z nałogiem. Udało mu się wyjść na prostą. Ale trzeźwość nie daje gwarancji na udane i szczęśliwe życie. Owszem, zwiększają się szanse na odbudowę związku, na jego rozwijanie, bo trzeźwa głowa i serce widzą więcej i głębiej, ale życie pokazuje, że bywa różnie.

I to różnie ciągnie się za trzeźwiejącym alkoholikiem czasem do końca życia.

Jakub miał się dobrze, na sesjach był pogodny, więc czy jego piciorys będzie się ciągnął do końca jego dni? Na pewno w nim pozostanie do śmierci, bo tak mocnego doświadczenia nie da wymazać się z pamięci i uczuć.

Gorzej, gdy piciorys zagnieździ się w bliskiej osobie uzależnionego, która wykorzystuje go do walki z nim. I z takim przypadkiem, tak mi się zdawało, miał do czynienia Jakub.

Żalił się, że żona często wypominała mu pijaństwo. Czy robiła to świadomie, z premedytacją? Trudno dociec, jak było naprawdę. Niektórzy znawcy tematu twierdzą, że większość ludzkich zachowań wypływa z nieuświadomionych potrzeb, pragnień czy przeżyć, które ukształtowały się w dzieciństwie.

Niezależnie od przyczyn takich czy innych zachowań, partner czy partnerka w związku sięga często po tak zwane ciemne i niewygodne karty z historii bliskiej osoby. Po cóż się to robi? Żeby dokuczyć drugiej stronie? Poniżyć? Wbić w poczucie winy? Rozładować własną frustrację czy niezadowolenie? Podnieść poczucie własnej wartości? Albo wyrazić swój sprzeciw?

Czy za wypominanym Jakubowi pijaństwem stały te wszystkie kwestie?

Na pewno wcześniejsza postawa i zachowanie męża wyrobiły w niej reakcję obronną, wyrażaną niezadowoleniem. Straciła do niego zaufanie, a jak się je traci, to nie sposób go odbudować. Jakub próbował to robić. Świadomy zła, które wyrządził żonie, na pewno chciał naprawić wyrządzone zło. Zrobił pierwszy krok w kierunku pojednania.

Taktownie i w odpowiednim, jak sądził, czasie, dał do zrozumienia żonie, że jej uszczypliwe uwagi sprawiają mu przykrość i poniżają go. Nieśmiało przypominał, że on też ma prawo mieć zdanie i zabierać głos w ważnych dla rodziny sprawach.

Był świadomy czającego się konfliktu. Rozumiał, że jego źródłem nie jest wyłącznie jego pijana przeszłość, ale też jakieś niespełnione pragnienia żony.

Akceptował jej zachowania i postawę. Również wtedy, gdy poszli na wspomniane zakupy. Wiedział, że chodząc między regałami, wybierając produkty, żona będzie go pytała, co sądzi o mleku w promocji, o herbatnikach w czekoladzie. Będzie zachęcała nawet, by to on wybierał produkty i wkładał do koszyka. Ale w chwili, gdy zacznie to robić, spadnie na niego lawina komentarzy i niezgody na jego wybory: „Tego nie będziesz pił, ma za dużo cukru! Przy twojej nadwadze może ci to zaszkodzić! Zwariowałeś, to jest za drogie! No wiesz, taki tani szajs będziemy kupować? Daj spokój, co ty możesz wiedzieć? Wczoraj widziałam ładniejsze ściereczki! Mógłbyś się lepiej przyglądać temu, co chcesz włożyć do koszyka.”

Przysłuchując się Jakubowi zauważyłem, że moja chęć doradzenia, że skoro jest mu źle, to niech to zmieni, przerodziła się w swoje przeciwieństwo. Gdybym rzucił uwagi rzucone pod wpływem chwili, nawet gdyby wydały się słuszne i odpowiednie, tak naprawdę uwzględniłyby jedynie mój punkt widzenia i byłyby wymądrzeniem się. Chciałem mu zasugerować rozstanie z żoną. Tylko czy to by coś zmieniło? Bo czy on chciał się rozstać? Czy chciał stworzyć nowy związek?

Ze statystyk wynika, że ponad 50 procent nowych związków kończy się kolejnym rozstaniem. Czy to znaczy, że należy za wszelką cenę podtrzymywać związek, w którym strony są nieszczęśliwe? Czy to znaczy, że jesteśmy skazani na niepowodzenia w relacjach?

Teoretycznie problem wydaje się prosty. Wystarczy przyjrzeć się powodom, którymi się kierujemy, które popychają nas do zadawania bólu i poniżania bliskich. Ale teoria, jak pokazuje życie, nie idzie w parze z praktyką. Trzeba by poodkrywać wiele tajemnic, obnażyć uczucia, wyciągnąć na wierzch lęki. I nawet gdyby przebrnąć przez to wszystko, obnażyć swoje wnętrze i odkryć, co popycha nas do negatywnych zachowań trzeba by to zrobić wspólnie, bo „do tanga trzeba dwojga”.

Jednak jest to możliwe. Bywa, że strony chcą rozmawiać ze sobą, być ze sobą, naprawić relację, żyć w zgodzie. Tylko czy spełnienie tych wszystkich warunków, po jednej i drugiej stronie spowoduje, że nie będziemy nigdy więcej narzucać innym swojego zdania, swoich poglądów, swojej woli? Że przestaniemy być uszczypliwi i nie wyciągniemy żadnej ciemnej karty?

Warto się zastanowić, czy odkrycie powodów, przyczyn, intencji naszych działań rozwiązuje problemy? Czy powrót do dzieciństwa, kiedy to kształtują się nawyki, tworzą traumy czy uprzedzenia, stanie się wiedzą, która leczy rany?

Być może jest to rodzaj lekarstwa, które na jakiś czas przynosi ulgę. Wiem z własnego doświadczenia, że nawet gdy znajduję w sobie przyczynę, która uruchamia na przykład chęć poniżenia osoby X, to nie mam gwarancji, że nigdy więcej nikogo nie poniżę. W moim przypadku tak się nie zdarzyło.

Może jest tak, że bycie w relacji z drugim człowiekiem to niekończąca się historia. Związek to wciąż zmieniający się proces, dynamiczny i nieprzewidywalny. Jakub opowiedział fragment historii z pewnego okresu swojego życia, kiedy to poczuł się poniżony przez żonę.

Może warto się przyjrzeć samemu poniżaniu, a nie przyczynom ich powstawania. Może uda się wtedy zobaczyć, że poniżanie kogoś to nic innego jak staranie się o własne bezpieczeństwo, o ugruntowanie swojej pozycji w świecie, przekonania o swojej wartości. Byłoby ono budowaniem wyobrażenia o sobie, a później obroną nagromadzonych zasobów. Przecież poniżając kogoś, tak naprawdę skierowani jesteśmy wyłącznie na samego siebie. Budowanie relacji jest wówczas niemożliwe. A jeśli jakiś związek istnieje, jest on fikcją. Jest jedynie obroną przed strachem, za którym kryje się obawa przed utratą bezpieczeństwa i wyobrażeń o sobie. Czym więc jest relacja, która nie jest fikcją?

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz