Żałoba i miłość

W pół siedząc, w pół leżąc, zrobił ruch ciałem, by dać znać, że chce mówić. Zaczął od 12 kroków, o zadośćuczynieniu. Słuchałem go, rozumiałem, ale przepływało to przez mnie. Byłem pewien, że Jarek chce powiedzieć o czymś zupełnie innym. Miałem wrażenie, że zadośćuczynienie, o którym mówił, było mu potrzebne, by zmierzyć się z czymś, czego się bał i co było dla niego bolesne.

Mówił spokojnie. Skupiony, zamyślony, jakby jednocześnie był w dwóch światach, w tym, który go otaczał, w którym siedział niemal naprzeciwko mnie i tym, za którym wodził wzrokiem gdzieś po suficie sali, po drzewie za oknem, po którym skakała wiewiórka, a czasem przysiadała wielka wrona siwa.

Jego postać jakoś nie wpisywała mi się w sposób, w jaki się zachowywał. To był kawał chłopa, ze spojrzeniem pełnym energii. Jarek, tak mi się zdawało, starał się powstrzymywać swoją namiętną naturę, swoją radość gdzieś przyczajoną i przytłumioną. Wyczuwałem, że jest w nim jakiś ból, którego nie rozumiałem, choć chyba lepiej byłoby powiedzieć o wyczuwaniu intuicyjnym uczuć drugiego człowieka.

Gdy po raz drugi zabrał głos domyśliłem się, co tak naprawdę chciał wyrazić. Kilka dni przed przyjazdem na spotkania rozwoju osobistego pochował bliską osobę. Zapewne ją kochał. Może tęsknił bardzo za nią. Z jego opowieści wynikało, że ma jakieś nierozliczone z nią sprawy i wyrzucał to sobie.

Wtedy zrozumiałem, że jest pogrążony w żałobie i stąd brał się jego stan wyciszenia, żalu, smutku. Momentami wyczuwałem, że złości się na samego siebie. Może dlatego, że nie zdążył zadośćuczynić?

To były jedynie moje domysły, choć wcale nie chciałem dociekać jakiejś prawdy czy też przyczyn, z powodu których wyrażał swój smutek, tak jak wyrażał.

Z jednej strony wydawało mi się, że jego smutek nie jest mi obcy, ale coś mnie uwierało.

Widziałem wiele śmierci małych dzieci. Chodziłem na pogrzeby obcych i bliskich ludzi. Jako kościelny uczestniczyłem w tak zwanej ostatniej drodze – z kościoła na cmentarz, albo z krematorium do kolumbarium. Przyglądałem się smutkowi i cierpieniu na ludzkich twarzach. Zapewne nie jest to nic szczególnego. Ten ludzki ból jest wszechobecny. Wystarczy włączyć telewizor i obejrzeć reportaż z wojny.

Jednak Jarka smutek i żałoba były inne, to znaczy podobne do tych, z którymi się stykałem, ale jego sposób wyrażania cierpienia coś we mnie poruszył, coś, co od chwili śmierci mojego ojca, trzydzieści lat temu, tkwiło we mnie, nie dawało spokoju, a ja nie chciałem się z tym zmierzyć.

Siedziałem przez kolejne cztery dni z kilkunastoma osobami na sali. Słuchałem uważnie, o czym mówią. Sam czasem zabierałem głos. Zdawało mi się, że poruszone we mnie struny przez Jarka żałobę, przestały drgać, ale one jedynie się naprężyły i ponownie zadźwięczały, kiedy zobaczyłem, po powrocie do domu, zdjęcie na WhatsApp-ie. Na fotce był Jarek z kobietą, którą… Kochał? Szanował? Tęsknił za nią? Rozpaczał po jej stracie? Nie wiem. Na fotografii zobaczyłem szczęśliwą parę.

Uświadomiłem sobie, że ja też chciałbym mieć taką fotkę ze swoim ojcem. Mój rodzic i ja, szczęśliwi, ufni i wspierający się.

Gdy mój ojciec nagle umarł, to rodzina wysłała do ostatniej posługi właśnie mnie. Zawiozłem ubranie. Stałem przy otwartej trumnie z jego ciałem. Włożyłem mu w zimne dłonie różaniec, który dała mi babcia mówiąc, że z tym będzie mu łatwiej. Nie wiem, co dzieje się po śmierci. Być może było mu łatwiej, ale nie mnie.

Wychodząc z kostnicy wyparłem się synowskiej miłości z powodu bólu, który w dzieciństwie mi zadawał, bijąc mnie sznurem od żelazka, upokarzając zmuszaniem do ściągania spodni i całowaniem w rękę po laniu.

Szukałem przez lata, choć nie jestem pewien czy świadomie, określeń na opisanie, czym jest ludzka egzystencja – życie i śmierć. Może chciałem zrozumieć tamten dzień, kiedy wychodziłem z kostnicy i wyparłem się dobrych uczuć do ojca?

Patrząc na zdjęcie Jarka z obcą mi kobietą zdawało mi się, że Jarek, choć minął tydzień od śmierci bliskiej mu osoby, sięgnął swym cierpieniem samego dna bólu, po którym pojawia się zrozumienie.

Kiedy słuchałem go siedząc na sali, w tonie jego głosu słyszałem to zrozumienie, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, co to jest. Być może tylko mi się zdawało, że przez własną tęsknotę za miłością do ojca, konfabuluję i przypisuję Jarkowi doświadczenie, którego on nie miał.

Było coś jednak na rzeczy. Nie mogłem się aż tak mylić. Widziałem na WhatsApp-owej fotografii dwoje bardzo lubiących się ludzi.

Wtedy zapytałem siebie, dlaczego ja nie mogę sięgnąć swoim cierpieniem dna bólu, żeby zrozumieć, dlaczego nienawidziłem ojca.

Ponownie spojrzałem na fotografię wyświetloną na ekranie telefonu. Na twarzach Jarka i kobiety dostrzegłem odpowiedź. Nie kochałem swojego ojca. A bez miłości, tak mi się zdaje, nie mogłem sięgnąć dna bólu. Zrozumiałem też, dlaczego go nie kochałem, choć być może on kochał mnie.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz