Dziś nie piję

W 2002 roku zostałem zdiagnozowany – alkoholik. Wtedy myślałem, bzdura, piję jak wszyscy, mogę w każdej chwili przestać. Poszedłem jednak na terapię. Zacząłem uważnie słuchać. Tylko przez kolejne cztery miesiące nic nie słyszałem. Byłem zbuntowany i traktowałem najbliższych jak największych wrogów. Zabierano mi mojego boga moje wszystko i tak myślałem i czułem.

Terapia, mityngi AA, wreszcie słuchając zacząłem słyszeć i rozpoczął się mozolny proces mojego powrotu do życia. Pierwszą rzeczą, z którą nie mogłem się pogodzić, to świadomość, że nie wolno mi pić do końca życia i „Eureka”. Dowiedziałem się i oczywiście skrzętnie umieściłem w pamięci, że wolno. Jednocześnie stwierdziłem, że mam wolną wolę, mogę wybrać. Zadałem sobie pytanie, czy chcę sięgać jeszcze po kieliszek. Odpowiedź, wtedy, nie była prosta i oczywista. Poznawanie siebie to powolny proces. Ale pokora i uważne słuchanie terapeutów i samego siebie, czynią cuda. Zrozumiałem, co to znaczy móc, ale nie korzystać z tej możliwości.

Puściło. Krok po kroku odkrywałem jak skutecznie ustawiłem siebie na postumencie i uważałem, że wszystko mi się należy – zaufanie, empatia, akceptacja. Tak nie było, musiałem swoim działaniem i pracą spowodować, że wróci zaufanie, ktoś mnie polubi i zaakceptuje. Pokora uruchomiła się w całej okazałości. Było coraz łatwiej. I wtedy przyszło coś, co spowodowało, że zacząłem myśleć o innych. Zadałem sobie pytanie jak długo mam myśleć „pić czy nie pić”. Wiedziałem, że jeśli będę dalej tak myślał, to wymyślę tylko jedno: napiję się.

Działałem już w stowarzyszeniu i miałem w sobie niepokój, którego nie potrafiłem określić. Zobaczyłem, że właśnie ciągłe mówienie i myślenie o piciu, ciągłe wracanie do tego tematu, powoduje we mnie frustracje. Formuła AA, dla mnie alkoholika, wyczerpała się. Doszedłem do wniosku, że dobrze będzie, jeśli sięgnę do własnych zasobów, przyjrzę się sobie nie tracąc z oczu rzeczy najważniejszej, że najpierw jestem alkoholikiem, a potem całą resztą. Świadomość swojej choroby i własnych słabości powodowało, że wzmacniałem się i miałem coraz większy zapał do działania. Wtedy zrozumiałem, co chcę robić. Rozpocząłem pracę tylko w stowarzyszeniu i zaangażowałem całego siebie do tego działania.

Dzisiaj śpię spokojnie. Mam możliwości, wiedzę i umiejętności do pracy z całymi rodzinami. Widzę jak moje działania powodują, że całe rodziny wracają do normalności, uczą się życia bez alkoholu, widzę uśmiechy na twarzach dzieci, żon, mężów i tych wszystkich, którzy do tej pory cierpieli.

Ktoś kiedyś powiedział, że jest szczęśliwym alkoholikiem, wyśmiałem go, teraz ja też chcę głośno powiedzieć, jestem szczęśliwym alkoholikiem. Dziś nie piję, bo piszę, a jutro kolejny dzień na nowe pomysły i działania Bogdana alkoholika. To bardzo ważna relacja do samego siebie. Zgrabne zdanie to jedno, a sens tego zdania to drugie. Dobrze jest się przyjrzeć owemu stanowi, który wyraziłem w zdaniu „Dziś nie piję, bo piszę”. Równie dobrze można powiedzieć „dziś nie piję, bo staram się zauważać swoje uczucia i wyrażać je”. To właśnie przyglądanie się uważnie własnym uczuciom pozwala wyrwać się z owego ciągłego mówienia i myślenia o piciu, ciągłego wracania do tego tematu. Umiejętność wyrażania uczuć łagodzi frustrację. A jak jest jej mniej, to na pewno w kolejnym dniu z nowymi pomysłami, trzeźwym działaniem, można skutecznie pomagać sobie i innym.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Bogdan Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz