Punkty zapalne

Pruszkowscy nastolatkowie wstrząsnęli opinią publiczną całej Polski. Który to już raz okrutne zdarzenie wstrząsa, bulwersuje, na chwilę zmusza do refleksji opinię i rozpuszcza się w kolejnym zdarzeniu?

Dla opinii jest to kolejne sensacyjne doniesienie, a dla poszkodowanych przez okrutne zdarzenia traumą, która na wiele lat, może na całe życie, odbierze spokój ducha i raz po raz boleśnie zrani.

Słuchając i oglądając medialne relacje można odnieść wrażenie, że o pobiciu młodego chłopaka przez rówieśników powiedziano wszystko. Wyjaśniono okoliczności zdarzenia, przyczyny. W skrupulatnym śledztwie policyjno-dziennikarskim odtworzono przebieg zdarzeń, pokazano miejsce, w którym doszło do tragedii. Zastanawiano się, jakie były motywy napastników, co mogło za tym stać i dlaczego w ogóle dochodzi do takich patologii. Zapewne przyczyn jest wiele.

Pruszków nie jest szczególnym miejscem i nie jedynym, gdzie dochodzi do przemocy. Niemal każdy dzień to informacja z Polski i świata o podobnych zdarzeniach. Choćby wojna za naszą wschodnią granicą. Tam dochodzi do rzeczy stokroć okrutniejszych niż te, które miały miejsce w Pruszkowie. Jesteśmy niejako wkomponowani w przemoc, konfrontowani z nią codziennie i przez ten jej natłok znieczulamy się.

Cierpienie innych powszednieje, staje się medialnym faktem, by na chwilę obudzić nasze oburzenie i zachęcić do przedstawienia postulatu następującej treści: odpowiednie służby i odpowiedni ludzie powinni zrobić z tym porządek.

Oczywiście rozmawiamy o tym, wypowiadamy swoje opinie, szukamy recept i sposobów, które zaczynają się zazwyczaj tak: gdyby zrobiono to i to, wtedy…

Tego typu rozważań jest bez liku. Co człowiek to opinia, tak jak co reportaż (TV, Internet), to nowe stanowisko i wyjaśnienia. Faktem jest, że owe rozważania, wypowiedziane mądrości, analizy, recepty, sposoby rozwiązywania kryzysów, metody zaradcze i zapobiegawcze istnieją, ale czy przez nie, przez ich stosowanie i wdrażanie świat staje się bezpieczniejszy?

Mam wrażenie, że szczęścia na świecie nie przybywa. Wiem, że przepisy są niezbędne, bo regulują nasze społeczne życie. Wyznaczają granice, pokazują co można, a czego nie można. Jednak przepisami nie da się regulować naszego wewnętrznego życia. Duchowa materia jest zbyt subtelna, by paragrafami nagiąć ją do szablonu, który sprawi, że nagle zaczniemy żyć przyzwoicie i nie będziemy kopać bliźniego.

Właśnie tego mi brakuje w tych wszystkich doniesieniach medialnych, w analizach, receptach – brak refleksji nad tym, kim tak naprawdę jesteśmy. Brak zajrzenia bardzo głęboko w serce, w duszę, na przykład w losowo wybranego nastolatka z tego jakże smutnego zdarzenia.

Mówiąc o losowości nie tracę z oczu podziału na sprawcę i ofiarę, nie szukam usprawiedliwień dla kogokolwiek. Po prostu chcę się przyjrzeć, jak może wyglądać życie chłopaka, dziewczyny, bez wskazywania czy jest sprawcą czy ofiarą.

Może to być na przykład chłopak z czteroosobowej rodziny. Mieszka w bloku czteropiętrowym, których w Pruszkowie jest sporo. Ma swój pokój. Siostrę. Ojciec pracuje. Podobnie matka. On chodzi do pobliskiej szkoły. Uczy się przeciętnie. Marzy. Planuje. Szuka swego miejsca. Określa się przez różne działania i mości swą pozycję w grupie. Gry komputerowe są jego największą pasją.

Jest to pewien standard, któremu wszyscy, niezależnie od statusu społecznego, podlegamy. Ale jak zajrzeć głęboko w ten standard, w codzienne życia chłopaka, to można zauważyć, że tam zaczynają się dziać rzeczy, które tworzą klimat sprzyjający rozwojowi agresji.

Idźmy dalej. Zajrzyjmy do mieszkania chłopaka. Jego siostra, zamknięta w swoim pokoju, przeszukuje namiętnie TikToka. Często spogląda w lustro i poprawia włosy. Czasem otwiera szafę, lustruje ubrania i zastanawia się, w co się ubierze jutro do szkoły. Czy może być to ta dziewczyna, która jutro będzie kopać swojego kolegę i zmuszać go, by całował jej buty?

W salonie mieszkania, przed telewizorem, siedzi ojciec dzieci. Raz po raz sięga po przekąskę. Ogląda TV, kanał sportowy. Może myśli o wypiciu piwa. Zostawmy jednak alkohol na boku. Niech to będzie rodzina, której nie można zarzucić alkoholizmu. Facet uwielbia boks. Widać, jak całym ciałem angażuje się w oglądanie. Czeka na obiad.

W tym miejscu można przytoczyć badania naukowe, mówiące o tym, że każdy, kto spędza przed ekranem ileś tam czasu, staje się agresywny. To może być jedna z przyczyn zaburzeń.

Nagle do akcji wkracza matka. Prosi, by ktoś wyrzucił śmieci. Nikt się nie zgłasza. Domownicy żyją w swoich mydlanych bańkach. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby kobieta stanowczo domagała się pójścia do śmietnika. A takich punktów zapalnych w codziennym życiu jest pełno, choć tak naprawdę to nie są żadne punkty zapalne, ale zwykłe domowe czynności, tworzące relacje na podstawowym poziomie. Tylko, że energia w budowanie tych relacji została skierowana w inne miejsce. Zostały wyznaczone inne priorytety i wszystko, co mogłoby zagrozić statusowi tych priorytetów, staje się wrogiem, wywołuje lęk. W każdym z osobna, w każdym z członków rodziny tworzą się punkty zapalne. Nietrudno się domyśleć, co taki punkt może z człowiekiem zrobić.

Być może, w tym krytycznym dniu, w Pruszkowie, w jednym miejscu i czasie zbiegło się kilka takich punktów i nastąpił wybuch. Przyczyn jest pewnie o wiele więcej. Nic nie jest czarno-białe.

Wróćmy może do naszego przykładowego modelu, do chłopaka z czteroosobowej rodziny, który być może był uczestnikiem tragicznego zdarzenia. Dlaczego do niego? Żeby się przyjrzeć jego duchowej materii. Co takiego dzieje się w jego sercu i duszy? Wszak te organy, namacalny i ulotny, są kojarzone z czymś dobrym, z miłością, współczuciem, rozumieniem. Co takiego w jego życiu się stało, że jego duchowa materia zmieniła swój potencjał? Zamiast harmonizować, budować dobre relacje, zauważać innych, ich potrzeby, radości i smutki, ona gdzieś się zapodziała, zrobiła niejako miejsce napięciom, lękom, agresji.

Przyglądając się naszej rodzinie można dostrzec pewną prawidłowość, zauważaną również gdzie indziej. Chodzi mi o tak zwane mydlane bańki, o oddzielanie się od innych, budowanie sztucznych relacji i identyfikowanie się z tym, co na zewnątrz. Z grą, TikTokiem, boksem, ubraniami. To jest takie podstawianie zastępczych wartości w miejsce naszego serca i duszy. Jesteśmy tak bardzo zżyci ze swoimi wrażeniami, że wydaje nam się, że właśnie te wrażenia są naszą duchową materią, a przecież dobrze wiemy, że duchowa materia to coś więcej niż wrażenie, niż epizod czy jakiś fragment, który na chwilę daje poczucie całości.

Więc taki pokawałkowany chłopak, który wyszedł na chwilę na zewnątrz ze swojej mydlanej bańki, który trzyma się kurczowo swoich wyobrażeń, z zagłuszonymi sercem i duszą, napięty, z hamowanymi lękami, z zapalnym punktem natrafia na kolejne takie punkty. I wtedy przecież może nastąpić reakcja łańcuchowa i często następuje.

Media uwielbiają epatować. Opisywać, w jak brutalny i niegodny sposób ktoś został przymuszony do całowania butów. Te rzeczy są straszne i nie można im biernie się przyglądać. Należy reagować. Ale przecież nietrudno sobie wyobrazić, jak będzie wyglądać i jak będzie przebiegać kolejne tragiczne zdarzenie, bo przecież następnego dnia znów się o takim dowiemy.

Więc może warto, w związku z tym tragicznym wydarzeniem w Pruszkowie, przyjrzeć się naszemu życiu. Może uda nam się zobaczyć, jak ono się kawałkuje, staje się wieloma sprzecznymi ze sobą bytami, a one (wszystko na to wskazuje) przekształcają się w punkty zapalne. W takim stanie o wybuch łatwo. I nie tylko wśród nastolatków.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz