Co powiedziała rzodkiewka…

Kupiłem nasiona rzodkiewki i selera naciowego. Na dworze mróz. Brak słońca. Kolejny dzień odkładam siew. Czekam aż zrobi się cieplej. Cieszę się, że nie muszę się przebierać w ubranie ogrodowe, opatulać szyi szalikiem, zakładać gumofilców. Myślę, że kolejny dzień bez wysiłku dobrze mi zrobi. Wątpię jednak, że tak będzie. Bo co znaczy brak wysiłku? Zasiądę do filmu przed ekranem komputera? Przejrzę newsy w telefonie, zniknę w elektronicznym świecie zapominając o tunelu ogrodowym, w którym mam wysiać rzodkiewkę?

Mogę wybrać inaczej. Iść na spacer. Poczytać książkę. Znając zagrożenia, które płyną z uzależnienia od mediów elektronicznych, powinienem podjąć odpowiednią decyzję.

Jeśli będę myślał rozsądnie mogę na przykład wziąć paletkę do robienia rozsady, napełnić ją kompostem i wysiać nasiona. Najlepszą porą do rozpoczęcia produkcji rozsady selera naciowego jest połowa lutego z uwagi na długi okres jego wegetacji.

Zdaję sobie sprawę z tego, że uprawiam spycholandię. Chcąc jeść swoje warzywa, trzeba się przyłożyć. Samo się nic nie zrobi. Jednak nawyki są silne. Ciągnie, by zasiąść z herbatą przed komputerem i obejrzeć coś z gatunku bandycko-napadalskiego, jak mawia mój znajomy o filmach sensacyjnych.

Chyba nie tylko ze mną jest tak, że lubię przekładać terminy. Wszyscy chętnie wchodzimy sytuacje przyjemne, które są bezwysiłkowe. Ale jeśli spojrzymy na to retrospektywnie, to okazuje się, że pamiętamy te rzeczy, przez które musieliśmy się przebijać, trudzić, które prowadziły do wyznaczonego sobie celu. I to właśnie wysiłek sprawia, że pojawia się sens tego, co robimy. Wtedy też przychodzi radość.

Ale czym jest ta radość? Zasiadając do oglądania filmów, przeglądania nowinek w mediach też czujemy się radośni. I tu pojawia się problem. Udowodniono, że gdy spędzamy czas powyżej trzech godzin dziennie przed komputerem, nasz nastrój się zmienia, ale nie jest to radość, lecz agresja, lęk lub depresja. Zaburzenia tego typu z pewnością nie są radosne.

Nietrudno sobie wyobrazić do jakich sytuacji dochodzi w domu, gdy któryś z domowników oddaje się bez pamięci wirtualowi. Najczęściej tymi domownikami są dzieci i młodzież. Mechanizm prowadzący do konfliktów jest prosty. Obowiązki domowe spychane są na później. Kumulują się. Ze sprzątaniem pół biedy. Ale jak nadrobić na przykład półroczny materiał szkolny? Podobnie jest z sianiem selerów. Można zabrać się za robienie rozsady pod koniec marca, ale wówczas rośliny nie rozwiną się w pełni. Będą mniejsze i mniej odporne na choroby.

Sytuacja z selerami jest o tyle dobra, że w danym roku można sobie odpuścić. Mogę też kupić gotową rozsadę na targu w maju, po zimnej Zofii. No i rzecz najważniejsza, nasiona selera nie będą na mnie złe, ani ja na nie. Tak jak tunel ogrodowy pod uprawę rzodkiewki nie rozgniewa się na mnie.

W przypadku dziecka sprawy się komplikują, bo w domu, po kolejnym odłożeniu obowiązków na później, wybucha awantura. I nie są to radosne chwile. Dochodzi do rozłamu. Dziecko uważa, że jest krzywdzone, unosi się gniewem. Czuje się rozczarowane, może nawet roi sobie, że za doznaną krzywdę odpłaci rodzicom. Takimi sztuczkami usprawiedliwia się i utwierdza, że słuszność jest po jego stronie. To jednak niechybnie prowadzi do tego, że domownicy zaczynają się izolować, żyją obok siebie. Problemy się mnożą.

Dorośli mają swoje racje, dziecko swoje. Jak w takich sytuacjach się zachować? Co robić? Na pewno można się zwrócić o pomoc do psychologa czy specjalisty od rodzinnych relacji i podczas spotkań odbudować więzi. Zanim jednak do tego dojdzie, dobrze jest się przyjrzeć sobie, własnym nawykom i skłonnościom i spróbować dociec, dlaczego na przykład nie chce mi się wysiać selera i rzodkiewek o wyznaczonej porze.

Zrezygnowałem z oglądania filmu. Ubrałem się, wziąłem nasiona rzodkiewki i poszedłem do tunelu. Krzątając się pod folią doszedłem do wniosku, że z roślinami też wchodzimy w relacje (z tunelem też). Rzodkiewka uświadomiła mi, że uprawiając spycholandię szukałem wymówek, upiększałem rzeczywistość, by się usprawiedliwić. Po prostu nie miałem odwagi nazwać rzeczy po imieniu.

Wsypując okrągłe nasionka do rowka zrobionego w ziemi zrozumiałem, że upiększanie i usprawiedliwianie, to nic innego, jak chowanie się za zasłoną skleconą ze słów po to, by przypadkiem nie zobaczyć samego siebie – tego prawdziwego, z różnymi niedoskonałościami.

Autorka grafiki: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz