Gwarancja na miłość

Siedem lat sama wychowywała syna. Później pojawił się Karol. Była pewna, że jest tym oczekiwanym, ukochanym mężczyzną.

Kolejne lata ich wspólnego życia może nie były sielanką, ale się kochali. Jej syn zaakceptował nowego ojca. Wydawało jej się nawet, że się polubili. Coś jednak ją niepokoiło.

Karola co jakiś czas dopadało przygnębienie. Zamykał się w sobie. Nie odzywał się. Był opryskliwy. Zdarzało mu się, że nie wracał na noc do domu. Tłumaczył jej, że musiał zastąpić kolegę na nocnej zmianie. Wiedziała, że kłamie, bo gdyby było tak jak mówił, nie czułaby od niego alkoholu. Kiedy mu zwracała uwagę, że zachowuje się nieodpowiedzialnie, że nie informuje jej, co się z nim dzieje, co sprawia, że ma czarne myśli, on dawał jej do zrozumienia, że ona też mu o wszystkim nie mówi. Żartując i dowcipkując sugerował, że ma kochanka.

Nieuchronnie przyszło to, co spada na osoby pijące wódkę w nadmiarze: odtruwanie, terapie, niespełnione obietnice, pokrętne zapewnienia oraz chorobliwa zazdrość. Mimo to usprawiedliwiała go. Niańczyła. Wierzyła w siłę swojej miłości. Łudziła się, że uczuciami, takimi, które płynęły wprost z serca, wesprze Karola, da mu siłę i sprawi, że będzie tak, jak przez pierwszy rok ich wspólnego bycia. Ale tak już nie było.

Lęk narastał. Nie poddawała się jednak. Wierzyła w miłość. To uczucie było jedyną rzeczą, która dawała jej siłę. Kochała wprawdzie swego syna, ale oprócz rodzicielskiej miłości, pragnęła czegoś więcej, czegoś, co pozwoli jej oddać się ufnie drugiej istocie, wspierać ją i być wspieraną.

Z powodu niespełnionych najgłębszych potrzeb, rozczarowań i lęku o przyszłość syna, zaczęła się zastanawiać, co sprawia, że ludzie się nienawidzą, nie potrafią odwzajemniać uczuć i tak jak Karol, bez powodu, stają się zazdrośni. Sugestie, jakoby mogłaby go zdradzać, raniły ją. Nie mieściło jej się w głowie, że ktoś, kto mówi, że kocha, może jednocześnie być zazdrosny.

Jej uczucia nie znały takiej dwoistości. Dla niej miłością była ufność, wiara, pewna stała, która nie zmienia się pod wpływem okoliczności czy upływu lat. Łudziła się, że miłość Karola jest taka jak jej, ale im częściej był nietrzeźwy, tym wyraźniej widziała, że jego miłości do niej jest coraz mniej, a jej miejsce zajmuje poczucie własności. Stało się dla niej oczywiste, że właśnie tak rodzi się zazdrość. On chciał mieć gwarancję na to, że ona go kocha!

Przestraszyła się tego, co odkryła. Zdawało jej się, że jeśli bardziej zagłębi się w swoje uczucia, odkryje to, czym miłość nie jest. Bała się, że będzie musiała przyznać, że jest niekochana, bo Karol w swoim wypalonym alkoholem sercu zamiast miłości, ma jedynie zazdrość i zamiast poczuć miłość, poddać się jej niejako, on zawłaszcza ją słowami. Żeby mieć pewność?

Rozumiała, że serce bez miłości jest puste, więc tęskni za miłością. Była o krok od tego żeby zobaczyć, czym miłość nie jest, ale po raz kolejny wybrała złudzenia. Powiedziała sobie, że jej nadopiekuńczość mogła sprawić, że Karol poczuł się wypalony. Obwiniła się o jego alkoholizm.

Wtedy zdarzył się cud. Tak sądziła. Karol powiedział jej, że boi się śmierci i zrobi wszystko, by nie dopuścić do najgorszego. Zgodził się na zamkniętą terapię w szpitalu. Uwierzyła, że jego lęk, jest silniejszym uczuciem niż miłość, a to według niej dawało gwarancję wyzdrowienia.

Pomogła mu załatwić wszystkie formalności związane z przyjęciem. Woziła go na mitingi, na indywidualne spotkania z terapeutami, na badania. Była pewna, że Karol nigdy więcej się nie napije.

Każda wizyta w szpitalu, na tak zwanym widzeniu, utwierdzała ją w przeczuciu, że wszystko skończy się dobrze. Dostrzegała pozytywne zmiany, w które trudno jej było uwierzyć. Ale fakty były faktami.

Pamiętała jak na szpitalny oddział przywiozła Karola roztrzęsionego, przygnębionego, z głęboką depresją. Po dwóch tygodniach na odwyku zaczął się uśmiechać, dowcipkować. Po miesiącu stał się swobodny i pewny siebie. Powiedział jej, że ją kocha i chce być z nią do końca życia.

Przez wiele lat miała do czynienia z pijącym mężczyzną. Wiedziała, że upijanie się jest jazdą w dół, jest powolnym tonięciem w bagnie. Zobaczyła, że ten proces u Karola i u niej się zatrzymał. Jej ukochany podnosił się z klęczek. Widziała, jak jest dumny z siebie. To był inny człowiek!

Rozmawiając z nim podczas wizyt, dowiedziała się, że jest mu bardzo trudno pisać prace terapeutyczne. Prosił ją, by przypomniała mu różne fakty z jego nietrzeźwego życia. Nie mogła wyjść ze zdumienia. Nigdy nie znała tak swobodnego i żartującego Karola. Flirtował z nią nawet. Słuchał, co ma mu do powiedzenia. Zwykle jej wypowiedzi komentował z podszytą ironią, nawet z szyderstwem. Ślad po prześmiewczym Karolu zniknął. Niczego nie próbował jej udowadniać.

Czerwona lampka zapaliła jej się w głowie podczas wypisu Karola ze szpitala. Stali przed okienkiem na izbie przyjęć. Podpisywał jakiś dokument podsunięty przez kobietę z administracji. Dostrzegła jego pożądliwe spojrzenie. Zbagatelizowała ten fakt. Dopiero gdy schodzili ze schodów idąc do samochodu, coś ją zaalarmowało. Zapytał ją, czy podczas dwóch miesięcy rozłąki była grzeczna. To nie był głos Karola, który słyszała podczas odwiedzin. To był głos człowieka chorobliwie zazdrosnego. Coś w sercu podpowiadało jej, że za jakiś czas Karol zacznie ją sobie podporządkowywać i będzie chciał mieć pewność, że ona jest jego własnością. Rozumiała, dlaczego tak się stanie i dlaczego Karol będzie to robił.

Uwierzyła, że terapia zmieniła go. Dała wiarę jego słowom. Karol przestał pić – tego była pewna. Ale już tej pewności nie miała, gdy przypomniała sobie, jak ją zapewniał o dozgonnej miłości i byciu na zawsze. Dostrzegła fałsz w jego gwarancjach. Dla niej miłość nigdy nie potrzebowała zapewnień. Miłość dla niej była uczuciem, dzięki któremu ufała drugiemu człowiekowi, starała się go nie ranić i co najważniejsze, nie dopuszczało zazdrości. Ona nie myliła miłości ze słowami, które mają dać gwarancję. Mimo złych przeczuć zaufała Karolowi po raz kolejny.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz