Oblicze, które się kocha

Zobaczyłem ją w pubie. Siedziała otoczona wianuszkiem facetów i kobiet. Widać było, że jest kimś w rodzaju przywódczyni. Jej towarzyszki zerkały na nią z rezerwą, mężczyźni natomiast byli dla niej nadskakujący. Chwilę patrzyliśmy na siebie.

Trudno mi było określić, ile ma lat. Miała mocny makijaż. Warstwy pudru, kremu, różu, cieni i Bóg wie czego jeszcze, szczelnie przykrywały jej twarz. Zapewne przypatrywała się sobie co rano w łazienkowym lustrze.

Pomyślałem, że niewiele różnię się od niej pod tym względem. Ja również wstawałem rano i przeglądałem się w lustrze. Z trwogą. Może myślałem, że zabiegami kosmetycznymi ukryję swój wiek. Tak jak ona? Nie miałem jednak odwagi wkładać na siebie maski z pudru i kolorów. Ona malowała się. Kobiecie wypada?

Zapatrzony w nią, siedzącą przy stoliku, otoczoną towarzystwem, zazdrościłem jej. Zapragnąłem stać się nią, kobietą, żeby znaleźć odwagę, którą, jak mniemałem, ona miała na zawołanie podczas porannej toalety.

Bezwiednie ruszyłem w stronę stolika, przy którym siedziała. Wiedziałem, że rzucam się na głęboką wodę, że szarżuję. Nietrudno było zgadnąć, jaki będzie finał mojej nonszalancji. Przeczuwałem, że zostanę wyśmiany i odpędzony ich szyderstwami, i zmyję się z pubu jak niepyszny.

O dziwo, stało się wbrew moim przewidywaniom. W chwili, gdy zatrzymałem się przy ich stoliku, kobieta omiotła władczym i rozkazującym wzrokiem towarzystwo. Bezbłędnie odczytali jej wolę. Skurczyli się pod naporem jej spojrzenia, przysunęli się do siebie tak, że zrobiło się wolne miejsce na kanapie.

Usiadłem przy kobiecie. Czułem ciepło jej ciała. Miała na sobie jasną sukienkę. Przesunęła w moją stronę szklaneczkę z jakimś płynem i zapytała, czy się napiję. Kiwnąłem z aprobatą głową, ale nie sięgnąłem po naczynie. Zapytałem ją, sam nie wiem dlaczego, czy ma dzieci.

Uśmiechnęła się. Nie wiedziałem, czy była to odpowiedź na moje pytanie, czy sygnał, którym zachęciła swoich znajomych do zabawy, do rozmów, raczenia się napojami i sięganiem po tak zwane przegryzki.

Wszyscy, jak na komendę, zaczęli mówić. Opowiadać o perypetiach dnia codziennego. Zagrzewali się do picia następnych kolejek. Poczułem zapach alkoholu. Niektórzy powyciągali z kieszeni marynarek elektroniczne papierosy. Zaciągali się parą wodną wysyconą nikotyną. Rozważali, czy naboje producenta X bez domieszek są mniej szkodliwe od tych produkowanych przez Y z dodatkiem marihuany. Ich dyskusje stawały się głośniejsze z każdą wypitą porcją i przeradzały się w kłótnie.

Od ich paplaniny huczało mi głowie. Miałem dość tego towarzystwa. Żałowałem, że pozwoliłem się zwieść kobiecie z ostrym makijażem.

Mogłem oczywiście wyjść, ale siedziałem jak przykuty. Czułem, że los przyprowadził mnie w to miejsce w określonym celu. Nie po to, by dołączyć do picia, do palenia, do zachwycania się makijażem kobiety, czy nawet uwiedzenia jej.

Podobała mi się. Była bardzo atrakcyjna. Pomyślałem nawet, że może jest kobietą mojego życia, tą jedyną, przeznaczoną dla mnie, z którą będę żył do kresu dni. Nie wiem dlaczego, ale patrząc na jej dłonie, na jej jasną sukienkę, gołe kolana, pomyślałem o pierścionku zaręczynowym.

Ona chyba była bardzo spostrzegawcza. Może umiała czytać z wyrazu twarzy? Powiedziała mi, że zaręczyny nie będą konieczne, ponieważ od dawna jest moją żoną, moim jedynym obliczem, które kocham.

Poczułem się nieswojo. Mógłbym przysiąc, że nigdy nie zawierałem żadnego formalnego związku, jednak wzmianka o obliczu, które kocham, coś we mnie poruszyła.

Przypomniałem sobie, w jaki sposób trafiłem do pubu. Wracałem z terapii, na której rozmawialiśmy o nawrotach, o możliwości utraty poczucia rzeczywistości za sprawą głodu alkoholowego.

Spojrzałem na szklaneczkę przed sobą i zrozumiałem, że kobieta zachęca mnie do picia właśnie alkoholu. Wzdrygnąłem się i zamierzałem odsunąć od siebie naczynie. Wtedy znów usłyszałem jej głos. Mówiła coś o dzieciach, o naszych dzieciach, zebranych przy stole, które mówią o troskach dnia codziennego, które czekają na moje dobre słowa, na moją uwagę.

Zirytowała mnie sugestią, jakobym to ja był ojcem wszystkich osób siedzących przy stoliku. Przecież ja nie miałem nigdy żadnych dzieci! Nazywano mnie starym kawalerem – byłem nim.

Wykrzyczałem kobiecie, że nie jest moją żoną, że ci wszyscy rozbawieni ludzie siedzący obok mnie są mi obcy, na co ona, zdziwiona, powiedziała, że to wszystko, co widzę, jest mną i mam powód, by się tym zachłysnąć. Zachłyśnij się tym wszystkim, mówiła, to jest twoje prawdziwe oblicze, które masz pokochać, ono jest twoją jedyną nadzieją.

Czy mogła mieć rację? Podczas terapii zastanawiałem się, w jaki sposób zrozumieć samego siebie. Jak połączyć w sobie sprzeczności, jak rozwiać wątpliwości i skończyć raz na zawsze z napięciami, które każdego dnia mnie kawałkowały i wydawało mi się, że w różnych sytuacjach staję się zawsze kimś innym.

Nagle poczułem, jak bardzo tęsknie za spokojem, jak jestem spragniony poczucia wewnętrznej jedności, o której wciąż mówiono i której tak wszyscy pożądali.

Prześlizgnąłem się wzrokiem po dłoniach kobiety, po jej piersiach przykrytych sukienką i wpatrywałem się w jej twarz z nadzieją, że rozgoni wszelkie moje wątpliwości i przyniesie upragniony spokój.

Uniosła rękę i poruszyła dłonią tak, jakby strzepywała paproch z ubrania. Pijący alkohol i palący elektroniczne papierosy biesiadnicy zaczęli wstawać. Odchodzili od stolika, przy którym siedzieliśmy, szli w głąb sali pubu i zajmowali wolne miejscach na kanapach.

Zostałem sam z kobietą. Byłem jej wdzięczny. Rozczuliła mnie swoją decyzją. Chciało mi się nawet płakać. Widziała, w jakim jestem stanie. Przysunęła się do mnie. Objęła mnie. Poczułem się, jakbym był z nią połączony, jakby wszystko to, co odgradzało mnie od jedności zniknęło.

Sięgnąłem po szklaneczkę. Zawahałem się. Miałem wrażenie, że przeżywam coś, czego wielokrotnie już doświadczałem. Byłem niemal pewien, że w przeszłości dostrzegałem warianty samego siebie, kogoś, kto w zależności od okoliczności i sytuacji zmienia się, zakłada nową maskę, maluje się nową szminką. A każda z tej wersji samego siebie pragnie dojść do głosu, wyrazić swoją opinię i przekonać świat do skrojonej przez siebie prawdy.

Poczułem się dumny i pewny. Przywołałem się do porządku. Chciałem być godny kobiety przytulonej do mnie. Obdarzyć ją tym, czym ona mnie obdarzyła. Ale coś mnie niepokoiło w jej zachowaniu. Tłumaczyłem sobie, że gdyby było tak, jak przypuszczam, to ta piękna kobieta, nie zachęcałaby mnie do picia.

Znałem poranki z bólem głowy, z drżącymi rękami i ogromnym pragnieniem. Wielokrotnie oglądałem twarz w lustrze po zwleczeniu się z łóżka. Żaden makijaż nie przykryłby worków pod oczami i przekrwionych gałek.

Nagle przypomniałem sobie. Znałem tę kobietę. Widywałem ją właśnie o porankach, kiedy pękała mi głowa, a ja stałem przed lustrem i pragnąłem zobaczyć w odbiciu, nie tego siebie, kim byłem naprawdę, ale tego do którego tęskniłem i którego pragnąłem. Zrozumiałem, co miała na myśli, gdy mówiła, że jest moją żoną, że jest jedynym obliczem, które kocham.

Chciałem zapytać ją, czy zapatrzenie się w swoje wewnętrzne oblicze, może sprawić, że będę czuł jedność, ale nie było nikogo, kogo mógłbym zapytać. Siedziałem sam na kanapie. Kobieta gdzieś się ulotniła. Poczułem się tak, jakbym się obudził. Zorientowałem się, że zamiast iść do domu po terapii, wszedłem bezwiednie do jakiegoś pubu, w którym być może kilka miesięcy wcześniej się upijałem. Jednocześnie uświadomiłem sobie, że podobne przypadki, takie urwane chwile z życiorysu, omawiałem na grupach terapeutycznych. A teraz? Znalazłem się w takiej urwanej chwili, w której myśli się wyłącznie o piciu, a głód alkoholu doskwiera niemiłosiernie.

Zanim w pełni wróciłem do rzeczywistości, rozejrzałem się. Chciałem się upewnić, dociec, czy kobieta, która tak mnie zaabsorbowała oddaliła się, dosiadła się do innego stolika, czy też była jedynie wytworem mojego głodu?

Pytanie stało się retoryczne. Znałem na nie odpowiedź. Wcale nie czułem się przez to samotnie, ani niesamotnie. Ani pragnąłem, ani nie pragnąłem alkoholu, nie chciałem odsuwać ani przysuwać szklaneczki. Po prostu wstałem i wyszedłem na świeże powietrze. Czułem wypełniającą mnie radość.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz