Sójka myślicielka

Na jabłonce, przed oknem kuchni, zobaczyłem ptaka. Był średniej wielkości. Po rdzawo-brązowym upierzeniu, niebieskich końcówkach skrzydeł i czarno-białym ogonie poznałem, że to sójka.

Jan Brzechwa napisał o niej wiersz: Wybiera się sójka za morze, ale wybrać się nie może. Czy tak jest? Bywa różnie. Jak jest zmuszona przez trudne warunki, to gniazduje poza Polską. Zwykle jednak woli osiadły tryb życia. Owszem, jesienią, kiedy sójki zbierają zapasy na zimę, przemieszczają się poszukując jedzenia. Może Jan Brzechwa widząc tak krzątające się sójki, które ani myślały się wybierać za morze, tylko zbierały zapasy, pomyślał, że są one niezdecydowane.

Sójką zajmowali się nie tylko poeci. Przez szamanów uważana jest za zwierzę mocy z właściwościami ochronnymi. Kto wie? Może przed czymś chroni. Może przed głupimi myślami. Na pewno jest ostrożna, tak jak wszystkie dzikie ptaki.

Przyglądając się sójce na drzewie widziałem tę ostrożność. Krzątała się. Nieustannie rozglądała się wokół siebie. Przyszło mi na myśl, że takie kręcenie głową jest stratą energii i czasu. Ulica i chodnik były puste. Jabłoń stała nieruchomo bez liści. Na ziemi butwiała trawa przykryta niedawno śniegiem. Jak okiem sięgnąć nic się nie działo i nie widać było zagrożeń.

A jednak, tak mi się zdawało, zauważyłem w jej zachowaniu coś, co mógłbym nazwać oczekiwaniem na nadchodzące wydarzenia. Była czujna i gotowa, by w każdej chwili móc odpowiednio zareagować.

Czy analizowała swoje przyszłe ruchy, tak jak mistrz szachowy? Przewidywała posunięcia i układała strategię działania? Nie wydaje mi się. Ona po prostu była gotowa do reakcji na zagrożenia.

Sójka wciągnęła mnie niejako w swoją orbitę. Wyobraziłem sobie, że siedzę obok niej na gałęzi jabłoni i tak jak ona rozglądałem się czujnie i zastanawiam się, czy w ogóle warto to robić. Zauważyłem jednak, że wyobrażenie bycia sójką jest do niczego, jest próbą przypisania jej jakiegoś wykalkulowanego działania i rozważania, czy to, co robi, jest opłacalne. Sójka przecież nie mogła tego robić. Owszem, ptaki swój rozum mają, ale nie potrafią myśleć tak jak człowiek. Może dlatego są takie ostrożne, bo każda sekunda ich życia jest dla nich nieznana?

Znów przypomniałem sobie słowa o zwlekaniu z odlotem za morze. Tę sytuację opisał Brzechwa, a nie ona. Nie mogła się ociągać, bo gdyby tak było, musiałaby założyć, że jeszcze nie czas, że może podróż w innym czasie i okolicznościach będzie lepsza, bezpieczniejsza. Takich wyborów może dokonywać tylko człowiek. Owszem, na potrzeby literatury, żeby opisać i pokazać symbolicznie niezdecydowanie, można tak zrobić.

Obserwując sójkę na drzewie, wczuwając się w jej zachowanie, próbując zgłębić jej sposób działania postanowiłem zrobić eksperyment.

Spróbowałem zachowywać się tak jak sójka, to znaczy tak, żeby nie myśleć, nie kalkulować, tylko zdać się na instynkt, po to by tak jak u niej, we mnie też pojawiła się właściwość, która rezygnuje z analitycznego myślenia, a poddaje się stanowi, w którym każda sekunda życia jest nieznana.

Pamiętam dobrze chwile, kiedy zmagałem się na terapii ze swoimi myślami, kiedy próbowałem wyzdrowieć, nauczyć się żyć bez alkoholu. Udało mi się. Przez kolejne 10 lat dawałem radę. Byłem z tego dumny. Ale patrząc na sójkę, usiłując ją naśladować, duma ze mnie wyparowała, bo zrozumiałem, że tak naprawdę nie jestem trzeźwy. Broń Boże nie neguję własnego osiągnięcia. Dzięki temu normalnie funkcjonuję. Mam rodzinę, przyjaciół. Mam znajomych, z którymi mogę pogadać, pojechać z nimi na konferencję i robić wiele rzeczy, które pod wpływem alkoholu są niemożliwe do zrobienia.

Wiem, że alkoholizm to sprawa dożywotnia w tym sensie, że każdy ewentualnie wypity kieliszek wódki spowoduje reakcję łańcuchową i doprowadzi do zniszczenia tego, co dobre. Człowiek nietrzeźwy staje się nieostrożny.

Ale to patrzenie i próba utożsamienia się z sójką niejako przymusiły mnie do spojrzenia na siebie, na swoją trzeźwość inaczej, jakby od początku, od tego momentu, kiedy się to we mnie zaczęło, kiedy sprawy zaczęły się gmatwać, a problemy narastać. Tego wszystkiego u sójki nie zauważyłem. Może za mało ją znałem? Może za mało soli z nią zjadłem?

Nie jestem ornitologiem, ale od lat przyglądam się różnym ptakom. Nigdy, u żadnego z nich nie zauważyłem śladu choroby alkoholowej. Nigdy też nie zauważyłem u nich nawet cienia chęci do sięgania po alkohol. Może prawdą jest, że sójki wybierają się rok rocznie za morze, ale na pewno nie po to, by szukać tam trunków.

Trochę mnie to zezłościło. No bo jak tak? Sójka, bez rozumu, ani słowa po polsku, w żadne tarapaty na własne życzenie nie wpada, a ja, gość z głową na karku, wyposażony w rozum, który potrafi o wiele więcej niż ptasi móżdżek, po kilku głębszych wykolejam się. Natomiast jak uda mi się nie pić, to pilnuję się, by nie dopuścić do nawrotu.

Otrząsnąłem się z zamyślenia. Wróciłem myślami z drzewa do kuchni. Ona musi coś posiadać, co nie wpycha jej w problemy – stwierdziłem. Tylko co?

Gdyby założyć, że ta właściwość, którą przypisałem sójce podczas obserwacji jest prawdziwa i to ta właściwość sprawia, że sójka nie robi sobie problemów, to może jest dobry punkt, z którego należy zacząć. Tylko jak zacząć skoro założyłem, że każda sekunda mojego życia staje się nieznana. Mimo to próbuję sójkę naśladować w tym nieznanym, ale bez infrastruktury, którą jest olbrzymi gmach pojęć i pamięci nie da się tego eksperymentu przeprowadzić.

Chciałem jednak jakoś zacząć. Zrobić krok, żeby wiedzieć. No więc zdałem się na krzątaninę podobną do zachowania sójki i spróbowałem patrzeć bez słowa. Myśli jednak nieustannie się wtrącały. Miałem wrażenie, że się gmatwam, że brnę w jakąś ślepą uliczkę, ale miałem namacalny dowód na drzewie na to, że można nie wpadać w tarapaty na własne życzenie, nie sięgać po kieliszek i nie przymuszać się nieustannie do niepicia.

Ponowiłem próbę. Przez chwilę zdawało mi się, albo poczułem to naprawdę, że każda sekunda mojego życia stała się nieznana. Zobaczyłem, że rozum, który postawiłem wyżej od ptasiego móżdżku istnieje wtedy, kiedy zaczynam coś opisywać. Więcej! Chcąc cokolwiek opisać muszę znać słowa.

Oczywiste stało się dla mnie, że opisywanie, jest poruszaniem się w pewnej znanej strukturze. Czy to znaczyło, że myślenie na wyrost, wybiegając w przyszłość, ale też w przeszłość jest sypaniem piachu w tryby, z którego rodzą się konflikty i nieporozumienia, a one prowadzą do picia? Czy może zamiast poprzestać na tym co jest, szukam recept na rozwiązywanie problemów, które zamiast łagodzić, powodują większy zamęt? Być może? Życie moje i wielu ludzi potwierdza, że tak często się dzieje.

Uśmiechnąłem się do siebie, bo przyszła mi do głowy myśl, że może lepiej jest być sójką niż człowiekiem, bo po co mi rozum, skoro nie potrafię z niego korzystać i który wiedzie mnie na pokuszenie. Miałem chęć nawet zaproponować sójce zamianę ról, ale wiedziałem, że to absurd. Ale absurdem już nie było odkrycie, że mogę posługiwać się myślami niewłaściwie, że przypisuję im niestworzone możliwości i wyobrażam sobie, że bez względu na okoliczności, znam każdą sekundę życia, bo mogę ją nazwać, opisać, ale czy zobaczyć? Przecież widzenie, choćby takie jak widzenie sójki tego wszystkiego, co działo się wokół niej, nie było żadnym opisem ani wyobrażaniem, tylko odpowiednim reagowaniem na sytuację. Więc skoro taki ptasi móżdżek potrafi nie wieść siebie na pokuszenie i nie mnożyć problemów, to może ja nie widzę tak jak się widzi, tylko widzę świat przez swoje myśli? To by oznaczało jedno. Myśli są cudownym wynalazkiem, ale jakoś tak się dzieje, że niewłaściwie z nich korzystam. Może więc, powinienem patrzeć nie wiedząc tylko patrzeć słuchając? Dlaczego? Choćby dlatego, że podczas takiego zapatrzenia i wsłuchania się w sójkę człowiek staje się cichy i spokojny. Dobrze jest być cichym i spokojnym. Licho nie śpi.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz