Bezpieczna kasa

Usiadłem do laptopa i pomyślałem, że dziś napiszę tekst niezwykły, który spowoduje przełom w moim życiu. Wyobraziłem sobie przyszłość, w której moje troski o forsę znikną.

Odkąd człowiek zaczął posługiwać się pieniędzmi, od razu stały się dla niego najważniejsze. Nietrudno jest odpowiedzieć sobie, dlaczego tak się dzieje. Co stoi za pieniędzmi, że są tak pociągające?

Z pełnym portfelem czujemy się bezpieczni. Jesteśmy kimś, bo możemy wydawać polecenia, które są wykonywane i realizowane, a więc kształtujemy świat według własnego widzenia. Nasz stosunek do innych się zmienia. Zauważamy, że ci mniej zasobni mutują, stają się jacyś tacy uniżeni, zbyt koleżeńscy, nadskakujący. Nie podnoszą głosu. W takiej relacji od razu czujemy się lepsi i jesteśmy skłonni przypisywać sobie wyjątkowe właściwości.

Posiadanie pieniędzy generuje masę przywilejów, ale też znikają z pola widzenia ograniczenia z tym związane i oczywiście zagrożenia. Nic na tym świecie nie jest trwałe. Złodzieje nie śpią, tak jak konkurencja i pracodawcy. Świadomość, że ktoś może nam wyczyścić konto, że zostaniemy wypchnięci z rynku, albo że zabraknie do końca miesiąca, jest nieustanną udręką – dotyczy to chyba wszystkich.

Większość ludzi bogatych myśli o tym, w jaki sposób zabezpieczyć swoje bogactwo. Mniej zasobni biedzą się, czy starczy im na życie. Inni znów, ci, którzy pragną szybko osiągnąć, na miarę swoich marzeń, wyższą stopę życiową, pożyczają pieniądze z banku i przez kolejne lata kręcą się wokół kasy. Jakkolwiek spojrzeć, jesteśmy uwikłani w nieustanną obecność pieniądza, którego wciąż pożądamy.

Bez trudu można sobie wyobrazić, co się dzieje, gdy tracimy lub zostajemy pozbawieni pieniędzy. Stajemy twarzą w twarz z bolesnymi faktami. Poczucie bezpieczeństwa rozpada się, a człowiek zmuszony jest dopasować się do nowych okoliczności. Nie jest to wesołe. Często jest to przygniatająca sytuacja wręcz rozpaczliwa.

Zastanawiając się nad sytuacjami związanymi z posiadaniem pieniędzy lub z ich brakiem, przypatrując się możliwościom z tym związanym, można powiedzieć, że pieniądze działają w wielu kierunkach. Wynoszą na wyżyny, spychają w niebyt, są zastrzykiem adrenaliny, budują pałace, nurzają w odchodach, przynoszą bezpieczeństwo i przyjemność, spędzają sen z oczu. I jeszcze więcej.

Wyłania się smutny obraz. Bo patrząc na sprawę obiektywnie, pieniądze w życiu człowieka są męczące i problematyczne. Generują konflikty. Są plagotwórcze, nerwicotwórcze. Jednak bez nich się nie da. Oprócz tego, że pozwalają mieć dach nad głową, prąd w gniazdku, ciepłą wodę, coś na ząb w lodówce, są też czynnikiem, który sprawia, że w ogóle chce się nam coś robić. Jest to potężny motywator. Że tak jest? Wystarczy posłuchać rozmów w tramwaju, sklepie czy gdziekolwiek. Zawsze pobrzmiewają w wypowiedziach tęsknoty, lub wręcz żądania, typu: płacą mi gówniane pieniądze. Za moją pracę powinienem mieć więcej. Kto wyżyje za tak marną stawkę? Byle sprzątaczka ma więcej niż ja, taki zdolny. Nie będę za friko harował…

Więc słuchając, przyglądając się i badając przepływ i używanie pieniędzy, dochodzę do wniosku: nie poprzestajemy na tym, co mamy, chcemy mieć więcej, wciąż więcej. Nie umiemy się cieszyć tym co mamy.

Taki jest obraz negatywny. I gdyby wyłącznie w ten sposób opisać to zjawisko, to tak, jakby powiedzieć półprawdę. Przecież nie o cieszenie się wyłącznie chodzi! A przeżycie? Rozwój osobisty? Wychowywanie dzieci? Mógłby ktoś zapytać: chcesz mieszkać w jaskini? Proszę bardzo! Chcesz żeby zjadły cię insekty lub grubszy zwierz? Droga wolna! Co z bólem zębów? Przecież dzięki pieniądzom tworzymy optymalne środowisko dla siebie – mówiąc ogólnie, by człowiek miał czas nie tylko na organizowanie sobie zaplecza i bezpieczeństwa, ale również na chwilę refleksji, twórczość, spacer czy wycieczkę. Musi mieć możliwość, żeby to sobie zapewnić. Nie da się tego zrobić bez pieniędzy.

Te wszystkie za i przeciw w kwestii pieniędzy można mnożyć. Wydaje się, że taka jest właściwość tego świata i jego rzeczy: nieustanne się ścieranie. Pieniądze są pieniędzmi, tak jak nóż nożem. Czy sposób posługiwania się nim zależy od nas? A może z góry mamy przypisany zasób czynności i zachowań? Opcji jest wiele. Wszystko zależy od tego, kto patrzy i jak patrzy. Inaczej widzi morderca, inaczej jedzący. Podobnie jest z milionerem, żebrakiem i tym, który martwi się, jak dotrwa do końca miesiąca.

W tych plusach i minusach, przychodach i stratach, saldach i wynikach, i licho wie, w czym jeszcze, pojawia się tęsknota za czymś stałym, za czymś, co dałoby poczucie pewności i stabilizacji.

Czy jest w ogóle coś takiego jak błogi spokój? Ofert w tej materii jest sporo. Religie mówią o takim stanie. Podają recepty, na osiągnięcie stanu wiecznej szczęśliwości bez cierpienia i gotówki. By znaleźć się w takim stanie należy umrzeć za życia, to znaczy wyrzec się samego siebie (z całą pewnością gotówki również). I choć to niełatwe zadanie, jest to cel do osiągnięcia. Wystarczy spełnić pewne warunki.

Tylko z tym spełnianiem warunków jest jak z pieniędzmi: zależy kto patrzy, jak patrzy i z jakiej pozycji. Każda z tych opcji przynosi inny rezultat. A my tęsknimy za spokojem, harmonią. Więc co? Ujednolicić się? Być jednocześnie milionerem, żebrakiem i przeciętnym zjadaczem chleba? Tak się nie da!

Przelewając swoje myśli na papier odnoszę wrażenie, że mam niby wiele do powiedzenia, ale niewiele mogę – nawet gdybym był najbogatszym człowiekiem na ziemi. Z wielocyfrowym kontem w banku mógłbym mieć poczucie, że jestem lepszy od innych, przypisać sobie wyższy status. Ale wszelkie posiadanie, od skarbonki świnki do kopalni diamentów, jest nietrwałe. Wszystko co posiadamy, a także my sami, podlegamy tym samym prawom.

Przyglądając się samemu sobie, dochodzę do wniosku, że moje życie jest w pewnym sensie pogonią za fikcją. Mimo że wiem, jakie będzie zakończenie mojej bajki, to jednak, w międzyczasie, walczę o bezpieczeństwo, mając świadomość swojej nietrwałości i oczywiście płynności gotówki. Bo lepiej jest się wyspać w czystym łóżku, w ciepłym pokoju niż drżeć z zimna i strachu z pustym portfelem.

Korci mnie, by spróbować po raz kolejny wyjaśnić, cóż takiego kryje się za pragnieniem bezpiecznego życia. Czuję, że poszukiwanie wyjaśnień mogłoby trwać bez końca. Byłby to lęk związany z nietrwałością rzeczy tego świata, byłaby tu tęsknota za jednością i chęcią sklejania czegoś, co być może nigdy nie rozpadło się na kawałki.

Czy segregowanie, katalogowanie, tworzenie sprzecznych obrazów, doszukiwanie się dziury w całym, budowanie kolejnych bezpieczniejszych sejfów nie jest przypadkiem właśnie kawałkowaniem, a nie scalaniem? Jest próbą uchwycenia tego, co ma wartość tylko pozorną?

Kto wie? Może pewnego dnia, wyciągając portfel, uda mi się zobaczyć, że są w nim jedynie banknoty, które nie mają wartości absolutnej.

Malarstwo tuszem sumi-e: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz