Czucie mężczyzny

Z pracy wychodziłem zawsze punktualnie o piętnastej. Beata wyrabiała nadgodziny, żeby więcej zarobić. Każdego dnia zostawała godzinę albo dwie dłużej. Dodatkowo zarobione pieniądze przeznaczała na edukację pięcioletniej córki.

– Moja córka nie będzie borykała się na starcie – powtarzała.

Któregoś dnia obydwoje skończyliśmy pracę o 15:30. Nikogo w zakładzie już nie było. Beata tego dnia obiecała córce, że odbierze ją z przedszkola wcześniej i pójdą do parku na huśtawki.

Ja chciałem dokończyć nacinanie blaszek, by wyrobić narzucony sobie dzienny limit. Pracowałem wtedy jako pilnikarz.

W zakładzie znajdowały się dwie szatnie, damska i męska. Wspólna była umywalnia. Przez pośpiech czy roztargnienie Beata weszła do umywalni w samej bieliźnie. W chwili gdy nabierałem z pojemnika pastę do mycia rąk, skrzypnęły drzwi. Odwróciłem głowę. Oboje na krótką chwilę znieruchomieliśmy. Ona spojrzała na swoje półnagie ciało. Odruchowo zerknęła na zegarek, którego nie miała na ręku. Chyba pomyślała, że pomyliła godziny.

Beata była trzydziestoletnią brunetką. Wciąż miała zmęczoną twarz, upstrzoną zieloną polerską pastą, palce uwalane smarem i pyłem z blachy. Uważałem, że jest brzydka. Ot, przeciętna dziewczyna. Przeklinała, była szorstka, nie miała w sobie niczego, co mogłoby mnie zainteresować. Widząc ją w samej bieliźnie nie mogłem oderwać oczu – od jej ciała, bielizny i niezwykle zgrabnej sylwetki.

W tej niespodziewanej sytuacji dostrzegłem w sobie coś jeszcze. Zazwyczaj zwracałem uwagę wyłącznie na ładne dziewczyny. Jest to chyba u mężczyzn częsta reakcja. Wolimy ładne niż brzydkie. Odkrycie zmroziło mnie. Czułem, że takie wybiórcze oglądanie się za ładnym, odcina mnie od czegoś… Od czego?

Z jednej strony zapatrzony w Beatę, z drugiej zdawało mi się, że coś się we mnie kruszy i przebijam się przez własną niewrażliwość.

Tak, właśnie zobaczyłem jak bardzo mam stępioną wrażliwość, choć uważałem, że jest inaczej. Według własnych standardów określałem, co jest ładne, a co brzydkie. I nagle to co brzydkie stało się ładne. A skoro tak – pomyślałem – piękno musiało być w jednym i drugim.

Dalej stało się dla mnie oczywistym, że ładne splecione jest ściśle z moim pożądaniem, a obok tej pary (ładnego z pożądaniem) jest coś, co żyło we mnie równolegle, coś, co od siebie usilnie oddzielałem i nie chciałem tego zobaczyć.

Widok Beaty poruszył to coś we mnie. Był to ruch nie tylko mojego ciała, ale także uczuć i myśli. Tak jakbym chciał podarować jej całego siebie. Oprócz fizycznego pragnienia, pod powierzchnią pulsującej krwi, rozpalonej głowy i mrowienia w podbrzuszu, tliła się we mnie właściwość, której nie znałem. Było to uczucie, które połączyło ze sobą ładne i brzydkie. To było piękne.

Chciałem podejść do Beaty, porzucić siebie i stać się częścią jej ciała, stopić się z jej bielizną, wniknąć w nią i przekazać jej wszystko, co było we mnie ładne i brzydkie. Jednocześnie zrozumiałem jej troskę o córkę, o przyszłość dziecka. Przez chwilę miałem wrażenie jakbym stał się czującą kobietą.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz