Waliza rekwizytów

Obiecałem koleżance ze stowarzyszenia, Basi, że pomogę jej w przygotowaniu przyjęcia z okazji jej piątej rocznicy abstynencji. Miałem kupić tort, napoje i owoce. Pomóc nakrywać stół i ustawiać przekąski. Trzeba było po prostu przytaszczyć parę rzeczy do Socjusa.

Z dźwiganiem mam problemy, to znaczy kręgosłup ma problemy, więc poprosiłem Szpenia, by mi pomógł. Zgodził się. Ruszyliśmy do sklepu. Po drodze rozmawiamy o Basi. Okazuje się, że obydwaj niezbyt ją lubimy. On chyba o tym nie wiedział, bo zatrzymał się na chwilę i patrząc na mnie zdziwiony, zapytał:

. – To co ty tu robisz?

Zrozumiałem, o co mu chodzi. Uznał, że jak nie lubię Basi, to nie powinienem pomagać jej w przygotowaniach. Według jego oceny pomaganie komuś, kogo niezbyt się lubi, jest czymś dziwnym.

Powiedziałem mu, że Basia to jedno, a nasza społeczność to drugie. Wspomniałem o naszych koleżankach i kolegach, którzy nie lubiąc któregoś z członków stowarzyszenia, obrazili się, poczuli dotknięci i zniknęli z socjusowego życia.

– Ich własny interes okazał się ważniejszy od grupy. Dobrze jest widzieć trochę szerzej i umieć rozdzielać własne urazy od wspólnych działań.

Rozmowa ze Szpeniem sama tak się ułożyła. Od jakiegoś czasu zastanawiałem się, czy grupa ludzi, którzy tworzą Socjus, jest ważniejsza ode mnie. Czy wspólne dobro jest ważniejsze ode mnie pojedynczego.

Lubię spotykać się ze Szpeniem. Znamy się sto lat. Parę rzeczy zrobiliśmy wspólnie. Było też tak, że czuliśmy do siebie urazę. Zwyczajnie, poszło o coś tam. Różnica zdań i poglądów.

Idąc z nim po tort, napoje i owoce, pomyślałem, że gdybym przez te urazy śmiertelnie się na niego obraził, a on na mnie, to po żadne zakupy byśmy nie poszli i nie pomogli Basi w przygotowaniach do jej rocznicy.

Droga po zakupy, Szpenio, rozmyślania, sprawiły, że dostrzegłem czubek własnego nosa wśród innych czubków. I ten mój czubek okazał się nie najważniejszy. Chyba takie widzenie pozwala, że nie ulegamy gwałtownym emocjom i nie podejmujemy decyzji, których żałujemy. Bo przecież w Socjusie, z tymi, których lubię, rozmawiam, żartuję, wspieram ich, a oni mnie. Natomiast z tymi, których mniej lubię, jestem na dystans i staram się być życzliwy.

Wszędzie są konflikty i obrażanie się śmiertelne lub powierzchowne. Zmieniamy środowiska. Ale zaczynanie od początku jest zawsze trudne. Budowanie struktury, więzi to proces delikatny, w pewnym wieku niemożliwy do osiągnięcia. Obrażanie się i odchodzenie ma swoje plusy, ale wydaje mi się, że więcej jest minusów.

Przykład. Pan X został skrzywdzony, pomijam to czy słusznie czy nie, bo coś takiego jak skrzywdzenie to sprawa bardzo subiektywna. Na co innego chciałbym zwrócić uwagę.

Pan X czując się skrzywdzony, odchodzi. Nie chce mieć nic wspólnego ze społecznością, w której do niedawna czuł się jak ryba w wodzie. Ale trudno. Własny honor jest ważniejszy. Nie można puszczać płazem rzeczy nagannych, bo…. i tu cała lista dlaczego.

Ten bagaż pełen uraz zabiera się ze sobą. Obydwie strony z nim zostają. I cóż dzieje się z tymi pełnymi emocji walizami? Stają się majdanem obwoźnym, który chętnie otwieramy i dzielimy się nim z nowymi znajomymi. Dzielenie przebiega zawsze według tego samego scenariusza. Narzekanie, oskarżanie, przypisywanie zła wszelkiego tym, z którymi się już nie jest. Ci inni oczywiście również mają pełne walizki i równie chętnie wyciągają zapiekłości, budując na nich relacje.

Każdy z nas robi oczywiście to, co uważa za słuszne i co jest dla niego dobre i każdy ma do tego prawo. Nikogo nie należy namawiać do pozostania lub powrotów.

Dlaczego więc warto zostać, może wrócić? Choćby dlatego, że wtedy jest szansa, by przyjrzeć się temu, dlaczego w ogóle się obrażamy, czujemy się skrzywdzeni, a przez to odchodzimy z napchanymi walizkami. Ci zostający też te walizki napychają i chętnie, w zależności od okoliczności i potrzeb, wyciągają taki czy inny rekwizyt z urazami i paradują z nim czerpiąc z tego różne egoistyczne korzyści, choćby takie jak przyjemność z poczucia, że ma się rację, że jest się lepszym od wroga. Każdy bez trudu zna większość tych emocji.

Niezwykle ważne jest, aby przyjrzeć się temu (przynajmniej dla mnie ważne), jak dochodzi do napychania waliz. Jak to się dzieje, że znajdujemy siły, by dźwigać ten majdan, bronić go przed utratą i czy w ogóle możliwe jest, żeby zobaczyć, jakie dźwigamy rekwizyty, dlaczego je dźwigamy, czy chcemy to robić nieustannie i najważniejsze – czy zdajemy sobie z tego sprawę. Bilans naszego dźwigania jest zawsze ujemny i nieopłacalny, jest deficytowy.

Jak to możliwe, że tego nie zauważamy? Niby wiemy, bo wciąż słyszymy, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje, że powinniśmy wybaczać 175 tysięcy razy, a jednak raz po raz otwieramy walizkę i wyciągamy rekwizyt odpowiedni do sytuacji.

Dochodzi do rozpadu więzi, boli nas to, cierpimy, jest nam coraz ciężej, wyginają się nam kręgosłupy, mimo to brniemy z uporem dźwigając walizę z rekwizytami.

W tym paradoksalnym mozole widać, że każdy chce mieć słuszność, a tym samym pragnie oznajmić, że prawda jest po jego stronie. Tylko czym jest ta prawda?

Na pewno poczucie, że prawda jest przy mnie, daje motywację, usprawiedliwia, oczyszcza niejako z oskarżeń, że to nie ja jestem winnym tylko ten drugi. Być może prawda skrojona na tę miarę pozwala poczuć się świetnie, ale okazuje się, że owa świetność jest szara i smutna.

O prawdzie mówi Ewangelia. Można znaleźć tam zachętę, by porzucić siebie, bo to pozwala poznać prawdę. Pozbywanie się waliz z rekwizytami, być może pozwoli zobaczyć prawdę. Tylko kto bierze to pod uwagę? Jeśli już, to czy cokolwiek z tym robi? Porzucać siebie, a nie obudowywać ego rekwizytami. Tylko wzmacnianie ego jest przyjemniejsze i działa jak wyrzut dopaminy. Jest paradoksalnie ucieczką od siebie i odwracaniem się od prawdy.

A porzucanie? Wydaje mi się, że porzucanie to nic innego, jak pozbywanie się wyobrażeń, którymi się tak chętnie posługujemy. Wyobrażenie jest jak rekwizyt w walizce. Nawet zabezpieczeni amuletem nie dotrzemy do prawdy.

Jednak prawda, której używamy instrumentalnie, nie jest żadną prawdą. Dlaczego więc sięgamy do walizy po następny rekwizyt i ruszamy w drogę dźwigając kolejną półprawdę z nadzieją, że tym razem nam się uda utwierdzić we własnej racji?

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz