Ubogacanie się

Od dziecka był osobą nieśmiałą z poczuciem niskiej wartości. Słowa „kocham cię” nigdy nie słyszał. Za to w nadmiarze używano wobec niego określeń, które sprawiały, że się kurczył.

Jego matka wciąż na niego krzyczała. Biła go za błahe przewinienia. Mając 14-cie lat odkrył, że jej agresja (przywoływanie do porządku syna w imię dobrego wychowania i wychodzenia na ludzi) pojawia się nie tylko za jego sprawą. Czuł, że główną przyczyną złości jest ona sama.

Odkrycie nie dawało mu spokoju. Przyglądał się matce uważnie. Widział jej ciągłe niezadowolenie. Czasem chował się w szafie i ją obserwował. Potrafiła się złościć tylko dlatego, że nie trafiła stopą w kapeć przy wstawaniu z fotela. Złość z powodu kapcia była identyczna ze złością, którą go wgniatała w ziemię, gdy np. przynosił złą ocenę ze szkoły.

Jego matka potrafiła być też inna. Zwłaszcza podczas przyjęć rodzinnych czy towarzyskich. Nie poznawał jej wtedy. Ubrana elegancko, uczesana z wyzywającym makijażem zachowywała się przy stole inaczej niż na co dzień. Rozmawiała z gośćmi, śmiała się, lustrowała ubiory pań, kokietowała mężczyzn. Zdawało mu się, że jest pochłonięta przyjęciem, ale w pewnym momencie zorientował się, że matka pochłonięta jest wyłącznie sobą. Nieustannie poprawiała fryzurę. Ukradkiem zerkała w lusterko. Często wychodziła do łazienki poprawiać makijaż. Jej twarz zmieniała wyraz, gdy wpatrywała się i wsłuchiwała jak goście reagują na jej słowa, na jej wygląd, na jej zachowanie.

Po kilku wypitych drinkach jego matka znów się zmieniała. Rozluźniała się. Stawała się swobodna. Zachowywała się tak, jakby wiedziała czego chce, jakby wszystkie wątpliwości znikały. Ton głosu nabierał miękkości. Szminka, lusterko, łazienka znikały w niebycie. Zapewniała gości o swojej miłości do syna.

Intrygowały go te ciągłe przemiany, przyciągało do sytuacji, w których ukradkiem przyglądał się pijącym dorosłym. Swoboda z jaką się zachowywali, ich beztroska w zderzeniu z jego nieśmiałością i poczuciem niskiej wartości, popchnęły go do działania. Postanowił spróbować. Sprawdzić jak to będzie w jego przypadku. Ukradkiem zaczął spijać resztki alkoholu z odstawianych szklanek i kieliszków.

Szybko doszedł do wniosku, że on nie chce, tak jak matka, przepoczwarzać się. Stwierdził, że ona niepotrzebnie trwoni energię, że jej wysiłek, by stać się kimś, kim się nie jest, jest głupotą. Drobinki spijane z kieliszków, zamienił na porządne łyki.

W ciągu kilkunastu lat nauczył się jak żyć bez stanów pośrednich. Jak unikać przepoczwarzania się. Wypracował swój niepowtarzalny styl. Narzucił sobie dyscyplinę. Nie upijał się. Przed lustrem ćwiczył chód i miny twarzy. Umiał po mistrzowsku operować dowcipem. Dochrapał się społecznej pozycji. Został dyrektorem w renomowanej firmie. Chodził na jogę. Nauczył się rezygnować z przyjemności. Panował nad emocjami podczas spotkań w firmie. To pozwoliło mu uznać samego siebie za osobę duchową.

Osiągnięcia i pozycja dawały mu siłę i zadowolenie. Jednak z każdym rokiem czuł, że narasta w nim deficyt. Siła i zadowolenie zaczęły blaknąć. Coraz częściej powracały stany pośrednie, w których tak lubowała się jego matka, a których on nie lubił, którym dał odpór codziennym wypijaniem kilku drinków. W ciągu dnia jego nastrój zmieniał się jak w kalejdoskopie. Czuł, że jego duchowość skarlała. Nie umiał nic o niej powiedzieć. Błahostki wyprowadzały go z równowagi. Siłą woli podtrzymywał swój niepowtarzalny styl, ale czuł, że jego energia się wyczerpuje.

Chciał się ratować. Znaleźć sposób na wyjście z dołka. Kupił nowy samochód. Zaczął się ubierać do pracy w nowe, jeszcze droższe ciuchy. Szybko się zorientował, że dekoracje starczają na chwilę. Zamierzał się rozwieść i związać z młodą, piękną i tryskającą energią kobietą. Od tego kroku uchronił go kolega, który zaprosił go na 18-tą rocznicę niepicia.

Nie wiedział, czemu przyjął zaproszenie. Znalazł się w jakiejś obskurnej willi nazywanej „Pod bocianem”. Przyglądał się ludziom, którzy cieszyli się jak dzieci, tylko dlatego, że na stole stało kilka misek z sałatkami, jakieś krzywo pokrojone ciasto i plastikowe butelki z napojami.

Przez czas trwania uroczystości niecierpliwił się. Zastanawiał się, co robi pośród niegustownie poubieranych ludzi. Dotrwał do chwili, gdy jego kolega, gwóźdź tandetnego przedstawienia, wygłosił przemowę z okazji swoich 18-tych urodzin niepicia.

Najpierw wręczono solenizantowi tort z palącymi się świeczkami. Po zdmuchnięciu płomyczków jego kolega podziękował obecnym za obecność, a następnie powiedział coś, co go poruszyło.

Tak naprawdę, gdyby nie wy, gdyby nie wasz przykład i wasza obecność, nigdy bym nie odkrył, że ubogacić się można w środku jedynie na trzeźwo.

Poczuł się tak, jakby wrócił do swojego dzieciństwa i zobaczył matkę wyżywającą się na kapciu. Wyobraził sobie, że mógłby wtedy podejść do matki, objąć ją i powiedzieć, że ją kocha.

Może wtedy nie zdecydowałbym się na spijanie resztek alkoholu – pomyślał.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz