Faza euforii

Z ociąganiem wybrałem się do Konstancińskiej Villi la Fleur na wystawę. Odwykłem chyba od sztuki i lenistwo podpowiadało mi, by nie ruszać się z domu. Rozmarzyłem się nawet. O ciepłym łóżku pomyślałem i dobrym obiedzie. Świat zawalony śniegiem. Zimno. Sobota. Wlec się 25 kilometrów (w jedną stronę) po to, by zobaczyć kilka obrazów, które wielokrotnie widziałem. Ale cóż. Czasem trzeba zrobić coś dla ducha i podreperować swoją estetykę.

Pojechałem więc za namową żony. Jej argumenty przeważyły. Oglądanie reprodukcji, a oryginałów to tak, jak… Sporo słów padło, by mnie przekonać. Przekonały.

Tamarę Łempicką umieszczono w należnym miejscu panteonu światowych twórców. Miała polskie korzenie, więc warto podkreślić, że była wybitną malarką swojej epoki. Twierdziła, że jest Polką. Sfałszowała swoją metrykę urodzenia i jako miejsce urodzenia podała Warszawę. Tak naprawdę na świat przyszła w Moskwie.

Na przełomie lat 20-tych i 30-tych XX wieku odniosła niebywały sukces artystyczny, finansowy, społeczny. Z pewnością liczyła na to, że tak już będzie zawsze. Nic w tym dziwnego. Kobieta wybitna, szczególna i wyjątkowa. Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja, to co powiedzieć jeśli sięga się szczytów? W takiej sytuacji wyobraźnia jest nieograniczona.

Życie i czas weryfikują takie wyobrażenia o sukcesie, o wyjątkowości, o sławie. Sztuka rozwija się nieustannie. Artyści zaczynają tworzyć inaczej niż do tej pory. Odnajdują się w nowych stylach. Pojawiają się nowi, również spragnieni sukcesu, pieniędzy i sławy. Ze starych trendów wyłaniają się nowe. Zmieniają się formy, choć istota sztuki pozostaje ta sama. Obrazy nadal powstają. Ludzie nadal piszą książki. Podobnie jest z muzyką i tak mamy do dziś.

Nie ukrywam między wierszami ironii i nie krytykuję. Jakie jest życie i my sami, każdy wie. Lubimy zmiany. Nowe nas pociąga. Zresztą nasz umysł na codzienność reaguje rutyną i szybko się nudzi. Nie ma w tym nic złego. Człowiek potrzebuje wciąż nowych bodźców i impulsów by się rozwijać. Niektórzy mówią o przekraczaniu siebie, pokonywaniu ograniczeń, szukaniu nowych form wyrazu. To prawda. Nie trzeba wielkiego wysiłku analitycznego, by zauważyć, że właśnie tak się dzieje.

Ale czy my sami, dla samych siebie i dla innych stajemy się tymi lepszymi, czy też nieustannie szukamy nowych środków wyrazu, by pod płaszczykiem pięknych idei, realizować własne potrzeby? Każdy z nas chyba pragnie sukcesu. Bo przecież, za sukcesem (w wielu przypadkach) stoją pieniądze. A pieniądze? Wiadomo. Zaspokajają wiele potrzeb.

Tylko co zrobić z rozterkami, które bolą i uwierają, tak jak uwierały Tamarę Łempicką, po sukcesie paryskim, gdy jej obrazy nie sprzedawały się już tak często. Mówiła o tym pod koniec życia. Żaliła się, że jest niedoceniana. Była rozgoryczona. Oszałamiających sukcesów nie powtórzyła, a raczej nic nie sprawiło, by się powtórzyły. Eksperymentowała, próbowała nowych form wyrazu, zabiegała.

Czym jest owo dążenie? Nie wiem czy zasadne jest snucie takich analogii, ale może w jej przypadku, i nie tylko w jej, jest tak, jak z etapami picia? Kolejne kieliszki sprawiają przyjemność, następuje faza euforii, wielkich planów, upojenia samym sobą. Wyobraźnia stymuluje pragnienia, a one malują nasz wewnętrzny obraz kolorami jak z bajki. Wydaje się nam, że jesteśmy number one i w tym staniu na szczycie podium roimy sobie, że za sprawą kilku wypitych wódek sięgniemy nieba. Szybko jednak spadamy na ziemię. Życie pokazuje nowe oblicze i przywraca odpowiednie proporcje. Weryfikuje. Faza euforii mija. Stajemy się w najlepszym przypadku number two. Czy w najlepszym? A może numer nie jest potrzebny?

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz