O czym milczy śnieg…

Moje miasto widziało wiele. Rezydowali tu biskupi gnieźnieńscy w XIII wieku. Prawa miejskie nadawali mu Niemcy. Przez lata mieszkała tu społeczność żydowska. Amerykańska Polonia współtworzyła przemysł, powołując do życia „Mechaników”. Przewinęło się przez nie wojsko sowieckie, wmawiając mieszkańcom, że ich wyzwala. Działał tu też Wołodyjowski, dowódca zgrupowania „Burza” (II wojna światowa), który napadł na niemiecki konwój z pieniędzmi – łupem akcji był milion złotych. W willi „Pod bocianem” (obecna siedziba Socjusa), w czasie okupacji niemieckiej, stacjonowała żandarmeria.

Być może wszyscy oni wierzyli, nasi poprzednicy, współtworzący, ale też niszczący miasto, że ich wysiłki będą zaczynem do budowania nowej historii nie tylko miasta, ale też lepszych relacji obywatelskich, lepszych nas samych. Kto wie, czy w roku wyborczym 2023, słysząc z głośników radiowych, telewizyjnych i komputerowych przyszłych włodarzy naszego kraju ścierających się, zapewniających, oskarżających i obiecujących, uwierzymy, że oni również kierują się tym, co ich poprzednicy – lepszym jutrem dla obywateli.

Marzenia o idealnym świecie towarzyszą nam nieustannie. Nawet gdy stoimy przed półką w sklepie i zastanawiamy się czy kupić kanapkę z jajkiem czy z łososiem. Marzy nam się oczywiście ta lepsza, ta droższa, ale musimy się liczyć z zawartością portfela, a ten związany jest z naszymi marzeniami o zasobniejszym jutrze. Już na poziomie prostych zakupów odzywają się nasze pragnienia, więc przy nadarzającej się okazji, słysząc trybunów obiecujących gwiazdy z nieba, że to niby one do nas należą i możemy mieć je w kieszeni, dajemy posłuch zapewnieniom, bo wyobrażamy sobie, że po spełnieniu warunku wyborczego, będziemy mieli pod dostatkiem kanapek z łososiem.

Od wczoraj pada śnieg. Pruszków zasypany. Wydaje mi się, że śnieżna pokrywa pojawiła się po to, by na chwilę zapomnieć o historii i aktualnych obietnicach. Ulicami jeżdżą odśnieżarki. Właściciele posesji czyszczą chodniki.

Mówi się, że „luty, obuj długie buty”. Jest w tym sporo prawdy, przynajmniej w tym roku, w Pruszkowie. W moim dzieciństwie śniegu bywało więcej, tak po pas, ale wtedy miałem niecały metr wzrostu, więc wspomnienia z dzieciństwa mają inny metraż. Podobnie jest z pragnieniami. One również, w różnych okolicznościach, zmieniają swoje gabaryty. Zasilane kuszącymi przedwyborczymi propozycjami mogą sprawić, że uwierzymy, iż jutro, i przez kolejne dni, będziemy jadali te lepsze i smaczniejsze kąski.

Co więc powinniśmy zrobić? Udzielać się w kampaniach wyborczych? Zasilać struktury partyjne? Wzmacniać organizacje? Za pomocą ideologicznych treści budować lepsze osiedle, miasto, państwo? Dołączyć do wiru ścierających się stron i walczyć o rację swoich racji?

Być może, gdybym nie bywał w Socjusie, nie zauważyłbym, jak bardzo w moje życie wpycha się polityka, a wraz z nią kanapki z łososiem. W Socjusie jest mniej tego politycznego zgiełku. Już sama obecność „Pod bocianem” zmienia punkt widzenia i przywraca odpowiednią miarę mojemu patrzeniu. Próby muzyków. Gra w bilard. Terapie. Zajęcia. Wiele rozmów. Picie herbaty. Idealnie nie jest, ale nikt z nas do tego idealizmu nie dąży. Każdy z nas tutaj przeszedł twardą szkołę i bardziej lub mniej poznał sztuczki, za pomocą których wmawia się ludziom, że w lepszym jutrze będzie lepiej.

Przysłuchując się w ciszy politycznym zapewnieniom, dostrzegam, jak bardzo tkwię (po pas) w wystąpieniach tych, którzy zajmują się rozdawnictwem gwiazd z nieba. To jest nieustanne powtarzanie tego samego hasła: jutro będziecie jeść smaczniej, pod warunkiem…

Wpatruję się w śnieg. Jest wszędzie, ale nie słyszę, by ta puchowa powłoka do czegoś mnie namawiała. Jest cicha. Nie domaga się zajmowania stanowiska i nie przekonuje mnie, że drzewo na sąsiedniej działce jest nieodpowiednie, bo śnieg zalegający na jego gałęziach wygląda kiepsko.

Wydaje mi się przez chwilę, że śnieg to kawał życia, a właściwie całe moje życie. Pokazuje mi, co w nim jest ważne i co mam robić. Ale nie zgodnie z instrukcją, że: powinienem ubrać się w czerwoną marynarkę, wpiąć w klapę partyjne logo i zabiegać o gwiazdy z nieba. Śnieg nigdy mi nie sugerował, bym wziął siekierę i ściął drzewo rosnące za siatką.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz