Przebaczenie

Siedział na krześle w korytarzu. Czekał na terapeutkę, kierowniczkę ośrodka, która miała zdecydować, czy pacjent kwalifikuje się do leczenia odwykowego. Przez kilka minut niecierpliwił się i złorzeczył, czemu tak długo ma czekać. Dosiadł się do niego sympatyczny i pogodny chłopak. Miał na imię Jan. Pomyślał, że gdyby szedł do pubu na piwo i mógłby wybrać sobie kompana do picia, właśnie Jana by wybrał. Po kolejnych minutach dosiadł się do nich Tomasz. Roztrzęsiony. Policzki miał usiane popękanymi żyłkami.

Wreszcie zjawiła się kierowniczka, kobieta w średnim wieku, elegancka, ubrana trochę niedbale, ale tylko na pierwszy rzut oka. Spodnie, bluzka, sweter, kolczyki w uszach, fryzura i szeroki czarny pas uwydatniający talię tworzyły elegancką całość. W jej ruchach, stroju, wyrazie twarzy była jakaś zalotność i surowość. Z jednej strony zdecydowana i chłodna, z drugiej zalotna dziewczynka, która lubi się przytulać i chce być kochana. Przyszli pacjenci ośrodka ożywili się na jej widok. On był pierwszy w kolejce.

Patrząc na kobietę znikającą w gabinecie, przypomniał sobie pobyt na detoksie. W jakże innej sytuacji był wtedy. Trzy miesiące wcześniej znajdował się w pawilonie z kratami w oknach, otoczony był ścianami pomalowanymi olejną farbą. Człapał w obwisłej piżamie, pokonując kilometry bez celu, bez myśli i bez pamięci. Wszystko było w nim strute. Nerwy miał w strzępkach, a jego ciało trzęsło się jak galareta. Uporczywie myślał, co dalej.

Bardzo chciał się od tego uwolnić. Wyjść poza przygnębiające ściany. Wyjść poza swój lęk. Czepiał się własnych osiągnięć, wyszukiwał w pamięci wspomnień, które choć na chwilę pozwoliłyby odetchnąć od wewnętrznego niepokoju. Świadomość, że ma dom, żonę, dziecko trochę pomagała. Dreptał w tę i z powrotem. Popatrywał w palący się od rana do nocy telewizor. Próbował się gimnastykować, robić pompki. Jego pole myśli pomalutku zaczynało się powiększać. Wracała pewność siebie. Pokrzepiony i wzmocniony zaczął wynajdować usprawiedliwienia. Wylały się z niego nagromadzone żale. Tłumaczył, że winę za obecny jego stan ponoszą inni, że to inni sprawili, że sięgnął po kieliszek.

Rozczulony własną niewinnością, podlał swoje urazy i gorycz żądzą odwetu. Stwierdził, że nikt nie będzie go ratował, kierował nim, decydował za niego. Nie znosił tego wtrącania się w jego życie. Podszedł nawet do kolegi z pokoju, ubranego w taką samą, obwisłą piżamę, i wyjawił mu, co myśli o wtrącaniu: Nikt mi nie podskoczy! Nikt mi nie będzie mówił, co nam robić! Sam sobie poradzę!

Podbudowany swoim szczerym wyznaniem, znalazłszy aprobatę w oczach współpacjenta detoksu, skoczył na głęboką wodę. Stwierdził dobitnie, że za doznane krzywdy, za niezrozumienie jego osoby, za wyrządzone mu zło jest gotów wybaczyć – nie tylko tym, którzy go skrzywdzili, ale całemu światu.

Skończył wspominać na dźwięk swojego nazwiska. Rozejrzał się. Zobaczył Jana, kompana do piwa. Z niechęcią rzucił okiem na roztrzęsionego Tomasza. Wstał i wszedł do pokoju za kierowniczką. Grzecznie poczekał, aż kobieta zajmie swoje miejsce za biurkiem. Gdy wskazała mu krzesło na przeciw siebie, usiadł.

Zapytała go, czy chce wyzdrowieć. Kiwnął aprobująco głową. Poruszył szyją z zapałem. Ale gdzieś wewnątrz siebie nagle poczuł zgrzyt. Oburzył się. Nie pojmował, jak siedząca przed nim kobieta, może wątpić w jego szczere intencje. Przyszedł przecież dobrowolnie. Ba, był gotów wybaczyć całemu światu!

Terapeutka nie dała rozwinąć mu skrzydeł. Przyszpiliła go do ściany intrygującym zdaniem, które pomieszało mu szyki.

– Niech pan odłoży strzykawkę z przebaczeniem, które tak naprawdę jest tylko czymś w rodzaju placebo – powiedziała, patrząc mu w oczy wnikliwie.

Uniósł brwi zaskoczony. Skąd wiedziała, że jest gotów wybaczać, skoro nie dała mu dojść do słowa? Nie zgadzał się z postawioną przez kierowniczkę tezą. Buntował się na myśl, że ktoś uważa jego chęci wybaczania za pozór, namiastkę działania.

Poczuł jednak, że za słowami kobiety kryje się ziarnko prawdy. Coś się w nim rozsypało, ale trwał w uporze. Uniósł brwi wyżej, jakby domagał się natychmiastowego wyjaśnienia.

Otrzymał je. Kobieta powiedziała rzeczowo:

– Wybacza ten kto czuje urazę. Jeśli pozbędzie się pan poczucia krzywdy, żalu do świata, to czy będzie pan musiał wybaczać? Wystarczy, że odmieni pan swoje życie. Przebaczenie samo się pojawi i sprawi, że panu także będzie przebaczone.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz