Starzenie

Stoję przed lustrem. Przyglądam się przybywającym zmarszczkom, coraz bardziej opadającej skórze. Gdzieniegdzie, w przerzedzonych włosach, pojawia się srebro. Poczynione obserwacje mówią o jednym – starzeję się. Pocieszam się jednak, że sprawa dotyczy wszystkich, tylko nie wszyscy jeszcze o tym wiedzą. I aby wzmocnić pocieszanie samego siebie, stwierdzam, że nie każdy starzeje się jednakowo. Jedni szybciej, drudzy potrafią się konserwować. W skrytości serca zaliczam siebie do tej drugiej grupy i przypominam sobie, że kosmetyka od dawna szuka eliksiru młodości, a nauka genu długowieczności.

Przy takich okazjach, przy porannym przeglądaniu siebie w lustrze, pewnie wielu z nas zastanawia się, co zrobić, by proces starzenia zahamować.

Na całkowite wyleczenie się z tej przypadłości, przynajmniej na razie, nie mamy co liczyć, więc przychodzą do głowy, przynajmniej mi, rady i porady, poglądy i hipotezy co do tego, jak tu oszukać matkę naturę i sprawić, by jak najdłużej być młodym. No więc wyliczam sobie, że każdego dnia powinienem:

Pić na czczo zakwas z buraków, ćwiczyć 30 minut, nie pić alkoholu, zero nikotyny, oddychać brzuchem, spacerować z dala od spalin, nie złorzeczyć bliźnim, unikać stresu, wysypiać się i szorować zęby przynajmniej dwa razy dziennie.

Tylko czy to wystarczy? Co mówi nam o tym współczesna nauka, ta najaktualniejsza? Zaglądam tu i tam i natykam się na intrygujące zadanie:

Utrata informacji epigenetycznych bardziej niż zmiany w samym genomie przyspiesza proces starzenia organizmu. Procesy te są jednak odwracalne. Dzięki przeprogramowaniu epigenetycznemu można więc potencjalnie spowalniać lub napędzać związane z wiekiem zmiany w organizmie.

Przekładam to na język zrozumiały. Przypominam sobie, co w tej sprawie ma do powiedzenie medycyna chińska, która rozpoznaje choroby korzystając ze słuchania, wąchania i patrzenia. Co więcej, spotkałem się z tezą, która mówi, ni mniej ni więcej, że ważniejszą rzeczą od uszu, nosa i oczu, przy stawianiu diagnozy, jest to, czego pacjent nie powie.

Dziwne skojarzenia przychodzą mi do głowy przez przyglądanie się starzeniu. Odkrywam, że zarówno nauka jak i medycyna chińska mówią o tym samym – o informacji, o jej przebiegu, o przekazywaniu. Dochodzę do wniosku, że nasza socjusowa rzeczywistość ukazuje to samo, to znaczy nasze relacje, nasze rozmowy i bycie ze sobą mówią o tym, że możemy zniekształcić informacje epigenetyczne albo zachować je w harmonii.

Próbuję jakoś te rewelacje ogarnąć, ale wydają mi się mętne. Bo niby wiem o co chodzi, ale gdybym chciał komuś o tym powiedzieć, to jak i jakimi słowami opisać, co to są informacje epigenetyczne? Wiem, wiem. Wystarczy sięgnąć do Googla i przeczytać, że epigenezę opisywała biologia, później psychologia, może też fizyka kwantowa. Skoro tak, dlaczego nie użyć do opisu tego zjawiska słów z pierwszej ręki – takich, które będą czytelne dla każdego.

No, choćby jedzenie. W Socjusie dość często raczymy się różnymi smakołykami podczas rocznic, zjazdów, urodzin. I gdybym na takim przyjęciu zobaczył kogoś, nazwijmy tego kogoś Szamanką, która usiadła, nic nie mówi, nie rusza ręką ani nogą, to bym stwierdził, że jest dziwaczką, może bym nawet użył słowa „socjopatka”. Tylko czy to byłaby prawda? Przecież ona może przyszła po to, żeby spowolnić swoje starzenie się? Żeby pokazać, że to, czego nie powiedziała, ani nie pokazała, jest zachętą do przyjrzenia się pośpiechowi podczas spożywania, że wskazuje na brak uwagi przy podnoszeniu ręki do ust, czy wreszcie wyjaśnia bez słów, że lekce sobie ważymy jakość naszego jadła i jego proporcje w żołądku. Bo te wszystkie sugerowane przez nią rzeczy, to znaczy brak ich stosowania, przyczyniają się do wytracania własnych zasobów, do osłabiania siebie, co na pewno, przez brak energii, doprowadza do zaburzeń przepływu informacji, która zaburzona, niweczy harmonię (tę w nas i na zewnątrz).

Ani mi w głowie namawiać kogokolwiek do milczenia i bezruchu, bo przecież bez wymiany werbalnej mózg wiotczeje, a ciało bez ruchu marnieje. Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że dysfunkcje przepływu informacji prowadzą do chorób, a te przyspieszają starzenie. Nie wszystko jednak stracone. Wszak nauka, medycyna chińska i nasza Szamanka z Socjusa, wydają się być tego samego zdania:

Procesy te są odwracalne. Można więc potencjalnie spowalniać lub napędzać związane z wiekiem zmiany w organizmie.

Trzeba się przeprogramować epigenetycznie w dostępnym możliwym zakresie. Tradycyjna chińska medycyna uważa, że ludzkie życie jest zaprogramowane na 120 lat. Nie przyspieszajmy tego, co może spowolnione.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz