Rocznica niepicia

Tradycją jest (nie tylko w Socjusie, ale też w wielu Stowarzyszeniach), że osoby, które utrzymały abstynencję przez rok, następnie przez kolejne lata, obchodzą rocznice, co staje się pretekstem do spotkań w szerszym gronie, świętowania przy torcie i rozmów podsumowujących.

Wstrzemięźliwość alkoholowa jest zjawiskiem bezcennym. Dlaczego? Chociażby dlatego, by nie narażać bezsensownie dzieci na cierpienie, żeby oszczędzić im lęku, które wiąże się z poczuciem odrzucenia. Powodów jest wiele.

Znam jedno z takich dzieci, które na lata zostało uwikłane w alkoholizm swojego ojca. Właśnie Zosię zapamiętałem szczególnie. Poznałem ją w Socjusie na rocznicy jej wujka Maksa. Była wtedy po pierwszym, chyba rocznym, leczeniu onkologicznym. Przypadliśmy sobie do gustów i serc.

Trochę czasu minęło nim mnie zaakceptowała, ale kiedy się to już stało, jej niektóre tajemnice, stanęły przede mną otworem. Zaczęła mi opowiadać o tym, w jaki sposób ona dowiadywała się uzależnieniu swoich bliskich.

Wujek Zosi zapraszając ją powiedział, że jego rocznica odbędzie w Stowarzyszeniu. Dziewczynka, słysząc po raz pierwszy nieznane jej słowo, dopytywała, czy w tym towarzystwie będą dzieci. Maks śmiał się ze swojej siostrzenicy. Wyjaśnił jej, że nie chodzi o towarzystwo, tylko o Stowarzyszenie Abstynenckie Socjus, w którym będą dzieci ze swoimi rodzicami.

Zosia nie rozumiała, co to znaczy „niepicie”. Słyszała, że wujek ma chorobę alkoholową, chodzi do lekarza i uczy się, co trzeba robić, by się nie upijać. Zrozumiała jednak, że jej tata też mógłby chodzić do lekarza.

Tłumaczyła sobie tę sytuację na swój sposób. W leczeniu miała doświadczenie. W szpitalu spędziła wiele miesięcy. Dzięki lekarzom, mamie, rodzinie i znajomym wyszła na prostą. Na myśl, że po tak długim leczeniu pójdzie do jakiegoś towarzystwa bardzo się cieszyła. Wyobraziła sobie, że tata znów wynajmie mieszkanie w jakimś domu, a ona chodziłaby do ogrodu i podlewała kwiatki. Marzyła, by mama, tata i ona byli znów razem.

Stojąc przed lustrem, przymierzając sukienki i przygładzając odrastające włosy poprosiła mamę, żeby namówiła tatę na leczenie. Posmutniała, gdy dowiedziała się, że to nie zależy od namawiania tylko od decyzji taty.

Łudziła się też i robiła wszystko, by tata w jej oczach był najlepszym tatą na świecie. Nie rozumiała, dlaczego tak jest. Z jednej strony tata twierdził, że on z wódką żadnych problemów nie ma, natomiast mama mówiła, że ma. Niejasno zdawała sobie sprawę, że mimo jej wyobrażeń, to mama ma rację. Dostrzegała, jeszcze przed chorobą, jak tata się zmienia. Wciąż był niezadowolony. Wciąż się kłócił z mamą. Jak go prosiła, by się ze nią pobawił albo poszedł na dwór, to jej odmawiał. Tłumaczył, że jest zmęczony po pracy. A kiedy Zosia poszła do szpitala na bardzo długo, prawie jej nie odwiedzał. Wyglądało to tak jakby o niej zapomniał.

Wybierając się do Socjusa na rocznicę, na ciasta, które upiekła jej babcia, obiecała sobie, że namówi swojego wujka, żeby zadzwonił do taty i powiedział mu, co należy robić, by się nie upijać.

Na miejscu zapomniała o swojej obietnicy. Wchodząc na drugie piętro, gdzie znajdowały się pomieszczenia Stowarzyszenia, była śmiała i odważna. Kiedy jednak znalazła się na miejscu, schowała się za mamę i przytuliła do jej nogi. Na środku dużego pokoju zobaczyła stół zastawiony owocami, kanapkami, ciastami i sałatkami. Przy ścianach stały fotele i krzesła, na których siedzieli dorośli. Wokół stołu ganiały się dzieci. Jej babcia usiadła obok wujka Maksa. Mama witała się po kolei ze wszystkimi.

Kiedy podeszły do mnie, mama Zosi przedstawiła nas sobie. Wstałem i przywitałem się z dziewczynką. Z ociąganiem podała mi rękę.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz