Grochówka

Kolejny dzień Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. W styczniu, w całej Polsce odbywają się nabożeństwa w intencji jedności chrześcijan, ale nie tylko, bo włączone są tu również inne wyznania. Generalnie chodzi o ruch ekumeniczny, dążący do wzajemnego poznawania się ludzi różnych konfesji, poznawania się za pomocą rozmów i modlitwy.

Tak się stało, i stało się to tradycją w mojej parafii (ewangelicko-reformowanej), że to poznawanie się, oprócz modlitwy, odbywa się również poprzez wspólne jedzenie grochówki. Mówiąc o tej jedzeniowej prozie życia, zdawałoby się elemencie pobocznym, warto zauważyć obszar do tej pory niezauważany, a może też przez niektórych uczestników wydarzenia niedoceniany.

Jednak nim grochówka będzie gotowa do spożycia – na równych prawach z modlitwą, z poznawaniem się wzajemnym, z liturgią nabożeństwa, a nawet z muzyką organową – trzeba ją przyrządzić. Krótko – muszą znaleźć się chętni, by zakupić składniki spożywcze, przetransportować je do kuchni wyposażonej w garnki, wodę i jeszcze w kilka drobiazgów. Następnie zająć się obieraniem, krojeniem, smażeniem i przyprawianiem. W międzyczasie trzeba przygotować jadalnię, gdzie modlący się i poznający się ludzie różnych wyznań będą mogli po nabożeństwie usiąść, spożyć, napić się i porozmawiać. Zapewniam, że te przygotowania kuchenne są równie ważne, co przygotowania do nabożeństwa i nie mniej czasochłonne i nabożne, co czas liturgiczny, od czytania Biblii, przez śpiewanie, do kazania. Gotowanie grochówki, i wszystko, co tę czynność poprzedza jest także jak modlitwa i wspólne poznawanie się.

Można by nawet zapożyczyć terminologię z Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan i nazwać naszą zupę ekumeniczną grochówką. Taki przymiotnik zmienia spojrzenie, słuchanie, myślenie i czucie. Podkreśla fundamentalną prawdę, zawierającą się w pytaniu: po cóż tak naprawdę jest ów Tydzień, po cóż idziemy do kościoła i czym jest dla nas nasze wyznanie?

Teologia chrześcijańska różnych konfesji jasno wskazuje, po cóż jest to potrzebne. Zapewne inne religie również to podkreślają Lecz nie tylko teologia, ale również ekumeniczna grochówka może coś ważnego uświadomić.

Otóż ekumeniczna grochówka przypomina nam, że to co się z nią wiąże to nie tylko obszar profanum, ale też sacrum. Jak to się dzieje? Przygotowujemy ją i spożywamy razem. I to wszystko można nazwać czymś więcej niż Wspólny Obiad.

Gdyby zakupy były tylko zakupami, gotowanie tylko gotowaniem, a jedzenie tylko jedzeniem nasze spotkanie ekumeniczne stałoby się ułomne, straciłoby smak.

Dzięki temu uczestniczenie w życiu Kościoła jest tak ważne. Nie chodzi o to, by ofiarować z własnej woli pieniądze, by sprawdzić, czy obrus na stole pańskim jest równo ułożony albo czy świeca jest odpowiednio przycięta, lecz chodzi o to, żeby pamiętać, że nasza rzeczywistość to przenikające się obszary sacrum i profanum. Ograniczanie się do jednego z nich, lokowanie tam wszystkich zasobów, wcześniej czy później spowoduje, że stracimy apetyt.

Chodzenie do kościoła jest szansą, że natkniemy się na nabożeństwo z grochówką, którą być może mieszał ten, którego religie nazywają SZEFEM. A jeśli już się natkniemy na taką zupę, to daj Boże zdrowie – może uda nam się zobaczyć, że oprócz tego, że jesteśmy częścią profanum, jesteśmy kimś więcej, istotą przyprawioną duchowo. Bez tej przyprawy życie nie ma smaku, tak jak grochówka nie ma smaku bez majeranku.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz