Oznaczony pomost

Nie mogliśmy się spotkać w bardziej wymagającym czasie. Stajemy w obliczu tak wielu kryzysów jednocześnie.

Pozornie niewinne zdanie (wypowiedziane w Davos), niezauważalne w natłoku wylewających się i wlewających się na każdym kroku kryzysów, mówi dobitnie o kondycji tworu nazywanego cywilizacją – już nie tylko zachodniej, ale globalnej, bo tak zwana cywilizacja zapuściła korzenie w niemal wszystkich, nietkniętych ludzką stopą, zakątkach naszego globu.

Kryzysami jesteśmy chłostani nieustannie. Wojna jest kryzysowa i jest to prawdą. Większość rządowych spotkań jest kryzysowych. Posiedzenia rad nadzorczych w korpo, w bankach, też są kryzysowe. Sesje prezydiów wszelkich partii, od prawa do lewa? Kryzysowe. Rodzina znalazła się w kryzysie. Podstawowe wartości? A jakże, też! Nawet pogoda jest kryzysowa. Niebo nad naszymi głowami jest kryzysowe. I żeby temu zaradzić pada kolejne niewinne zdanie, niby oczywiste, kreujące przyszłość, zamieniające teraźniejszość w twór nazwany „świetlana przyszłość”, która nigdy nie nadchodzi, to znaczy nadchodzi, bo przyszłość, w naszej czasoprzestrzeni, zawsze nadchodzi. Tylko jaka? No właśnie. Kolejne zdanie, mniejsza kto je wypowiedział (w każdej epoce i przez wielu było wypowiadane), zostaje rozsiane przez światowe i krajowe media.

Czego potrzeba, żeby opanować przyszłość? Sądzę, że należy stworzyć pomost………..

Pod zdaniem wylicza się kryzysy, nazywa je. Pod każdym z nich sporządza się listę z podpunktami wieloma, jakich to sposobów należy użyć, aby kryzysy zażegnać.

Ani mi w głowie dokonywać w tym miejscu podsumowań, iść na łatwiznę, odreagować niezadowolenie, ocennie konkludować, wyrazić swoje zdanie, obwieścić, że ja to mam rację, a cała reszta się myli. Nie! Taka narracja wpisze się w kolejny kryzys.

Idąc tropem kryzysu, piętnując go, będę zmuszony dojść do pewnych wniosków, czyli stanąć na wysokości zadania i wskazać co należy zrobić, aby kryzys (jakiś) zażegnać. To niechybnie skusi mnie, bym samego siebie dopisał do listy tych, którzy twierdzą, że mają wytrych, który otwiera kryzysowe zamki.

Przypatruję się temu procesowi. Tym zdaniom zapewniającym o świetlanej przyszłości. Słyszę propozycję budowania pomostów, których cegiełkami mają być sposoby. A jak to było do tej pory? – pytam. Przychodzi mi do głowy pewna mądrość, której sens jest następujący:

Jaka była przeszłość, takie jest teraz. Jakie jest teraz, taka będzie przyszłość.

Uwierzyć w sens tej mądrości? Toż to bianialuk jakowyś. No bo gdyby tak było, to wynika z tego, że od tysięcy lat nic się nie zmieniło. A zmieniło? Wystarczy wziąć do ręki pierwszą z brzegu książkę „powszechna historia” . Można też poczytać o krajowych dziejach. Wciąż to samo. Kryzys, kryzys i jeszcze raz kryzys, a pomiędzy nimi pojawiają się zdania o wybitnych jednostkach, które buduję pomosty, prowadzące do bezkryzysowej egzystencji.

No więc jak już zobaczyłem czarne na białym, że kryzys jest obecny w naszym życiu nieustannie i że wciąż się mu bezskutecznie zaradza, to jakoś nie chce mi się wierzyć, że teraz mu się zaradzi. Dlaczego? Bo używa się tych samych sposobów, więc logiczne jest, że skutek będzie ten sam.

A gdyby tak – zmuszam się do myślenia bez-sposobnego – zrezygnować ze sposobów? Posłużyć się czymś, co sposobem nie jest? Karcę się jednak natychmiast, uświadomiwszy sobie, że zapędziłem się w rejony absurdu. Postawiona teza szwankuje. Posługiwanie się to nic innego, jak wzięcie czegoś do ręki (manual), albo posłużenie się głową i jej koncepcjami (mental), więc jaka to rezygnacja ze sposobów.

Istnieją jednak takie twory jak zasada nieoznaczoności, z której wynika, że nie sposób dokładnie zmierzyć, i nie dlatego nie można zmierzyć, bo narzędzia (sposoby) są niedoskonałe, ale dlatego, że natura rzeczywistości jest nie do zmierzenia (bez-sposobna).

Skoro tak, może warto skorzystać z nieoznaczoności, choćby po to, by nie wierzyć w zapewnienie, że oto się pojawił budowniczy pomostów, proponujący sposób, którym da się opanować przyszłość. Bo żeby ją opanować, należy sobie ją najpierw wyobrazić. A jak się ją wyobrazi (raj na ziemi), to będzie się sposobami naginać rzeczywistość do skrojonego wyobrażenia.

Tyle razy już to przerabialiśmy, na poziomie ludzkości i na poziomie osobistym. Rzeczywistość jest jak rzeka. Można do niej wejść, poczuć wilgoć, płynięcie, chłód, ale na pewno nie można jej (rzeki) wykopać stopami z koryta. Ups, można, ale trzeba posłużyć się sposobami. Sprowadzić ciężki sprzęt, wykopać, wywieźć, zmienić, uzbroić i beton wylać. Tylko należy się liczyć z tym, że znikną ryby, ptaki się wyniosą, woda stanie się brudna. Ale co tam. Naprawimy! Zbudujemy kolejny oznaczony pomost!

Jednak zmiany i przemiany dzieją się. Są ponoć – i nie wypada się nie zgodzić – tym, co jest niezmienne. Wywołują je nawet zjawiska najsubtelniejsze, jak „efekt motyla”, a nawet nasze intencje. Więc może warto zastanowić się nad intencjami, na ile są one wolne od prywatnych korzyści? A owe „sposoby” – czy nie są wynikiem ambicji i dążenia do władzy? Jak zawsze, dobrze byłoby na początek przyjrzeć się samemu sobie.

Autorka akwareli: Maria Piasecka

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz