Ruch abstynencki u św. Piotra

Wpadam do Socjusa. Jest kilka minut po 18-tej. O tej godzinie jest niewiele osób.

Podchodzę do siedzącego Marka. Podajemy sobie ręce. Lekko potrząsam jego dłonią i patrzę na niego. Ni to siedzi, ni w wpół leży. Jakiś taki niechlujny jest cieleśnie. Emocjonalnie rozchełstany.

Chwilę mu się przyglądam. Jest obruszony, niezadowolony, mam nawet wrażenie, że jest mną rozdrażniony. I nie mylę się. Marek zaczyna gestykulować przedramionami i barkami. Wierci się i odtwarza nerwowo nasze przedchwilowe powitanie.

Po swej pantomimie zwraca się do mnie, używa formy bezosobowej, jakby nie do mnie mówił, ale do wyimaginowanej przestrzeni, formułując globalny postulat. Twierdzi, że się witając należy do uścisku dłoni dodać słów kilka. Na potwierdzenie postawionej tezy, chcąc usankcjonować słuszność swojego postulatu, formułuje sens ogólny. Pyta filozoficznie – Co to się ze światem porobiło? Chłoszcze mnie zjawiskiem fonetycznym – ani be, ani me, ani kukuryku. I co tak się gapisz bez słowa? – kończy agresywnie, do mnie konkretnego, zapominając o wyimaginowanej przestrzeni.

Czuję się dotknięty, rozdrażniony. Mam ochotę nieprzyjemnie ripostować tak, by co najmniej w pięty mu poszło. Widząc jednak jak emocje mi do tchawicy podchodzą, zauważam, że nasze spotkanie idzie w kierunku sprawy gardłowej. Odpowiadam. Tłumaczę, dlaczego stoję przed nim i nic nie mówię. Chodzi mi o rzecz prozaiczną i z punktu widzenia dobrego wychowania, zasadniczą. Uważam, że siedzący, witając się, powinien wstać, albo unieść się lekko po to, by zakomunikować stojącemu, że widzi z kim ma do czynienie, że jest gotów słuchać i patrzeć, a nawet rozmawiać życzliwie.

Dzielę się głośno swoimi przemyśleniami z Markiem, co powoduje, że (on) staje się jeszcze bardziej agresywny. Niemal wykrzykuje: To co? Może mam wstać? Tak? Wstać? Wchodzisz i ja mam wstawać? Co to się ze światem porobiło? – uśmiecha się ironicznie i patrzy na mnie z pogardą.

Coś mi w głowie chrzęści. Pamięć się buntuje. Nigdy takiego Marka nie widziałem. Mam ochotę odwrócić się od niego. Odejść. Dać mu do zrozumienia, że……

To o czym pomyślałem, mówiąc kolokwialnie, jest jeszcze bardziej agresywne od jego agresji. Coś mi jednak podpowiada, że ostentacyjny odwrót porani nas jeszcze bardziej. Stoję więc obok niego. Próbuję się ułożyć z nim i sobą. Uspokajam. Przeglądam leżące na stole czasopismo. Marek nadal obrzuca mnie pretensjami, uwagami. Powtarza obsesyjnie: co to się ze światem porobiło. Chyba daje mi do zrozumienia, że ze mną również coś się porobiło.

Przyglądam się jego zarzutowi dopuszczając, że może być słuszny i prawdziwy. Siadam przy stole. Dwa, może dwa i pół metra od niego. Widzimy się po skosie. Zaczynam z nim rozmawiać. Stwierdzam, że dawno się nie widzieliśmy, więc może powie co u niego słychać. Odpowiada zaczepnie. Jest rozdrażniony: Co, chcesz wiedzieć co u mnie!? Tak!? Chcesz wiedzieć!? To ci powiem!?

Marek opowiada o ostatnich dwóch tygodniach swego życia. Zwierza się, w jaki sposób dowiedział się o guzie w głowie i ze smutkiem dodaje, że lekarze źle rokują. Rozmowa uspakaja go. Wraca do dawnego siebie. Zaczyna mnie zauważać. Łagodnieje, gdy mówi o swoich wnuczkach. Planuje wycieczkę do syna. Zastrzega jednak, że gdyby zamiast do syna, trafił do świętego Piotra, to bezczynnie siedział nie będzie. Przekonuje mnie, że na górze, u świętego Piotra, też należy zorganizować ruch abstynencki. Żartuje:

W chmurach jest pełno zakamarków, więc niektórzy mogą tam chować alkohol, co z punktu widzenia Stowarzyszenia Rodzin Abstynenckich jest rzeczą karygodną, pozbawiającą możliwości zbawienia.

Śmieję się. On też. Patrzymy na siebie i obydwaj wiemy, że chcemy się przeprosić. Marek tłumaczy, że chwilami traci panowanie nad sobą, że nie wie, co robi i boi się tego, bo nieświadomie może kogoś zranić.

Głupio mi jest. Wstydzę się. Stanąłem świadomie naprzeciw nieświadomego. Proponuję mu partyjkę w bilard. Zgadza się. Idziemy po kije, żeby porozbijać bile.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz