Endorfina, cd.

Zapragnąłem zapytać Endorfinę, jaką skrywa tajemnicę, jaki ma sposób na radość i pogodę ducha, ale ponownie świat zakłócił nasze spotkanie. Tym razem taksówkarz wszedł nam w paradę.

– Jestem wolny! Pojedziemy? – zwrócił się ni stąd ni z owąd z prymitywną zachętą. Na mnie nawet nie spojrzał.

Zatrzymał się obok nas z piskiem opon. Zdawało mi się, że robi to celowo. Uruchomił elektryczną szybę, wychylił się. Uśmiechnął się obleśnie polerowanymi zębami. Buchnęło bielą. Później wyłoniła się jego łysiejąca głowa. Endorfina jak gdyby nigdy nic pokazała mu środkowy palec i niewzruszona poszła dalej, nie oglądając się.

– Ty szmato! Za kogo ty się masz! – kierowca wyrzucił z siebie jednym tchem i ruszył z piskiem opon.

Stałem osłupiały. Patrzyłem zdumiony dziwiąc się, że bluzgi taksówkarza nie robią na Endorfinie żadnego wrażenia. Mógłbym nawet powiedzieć, że wypięła się na niego. Długo taksowałem jej postać na tle chodnika, sklepu spożywczego i barierek zabezpieczających torowisko.

Niespodziewanie przeniosłem się myślami do lat siedemdziesiątych – wówczas takich barierek tutaj nie było. Co to był dokładnie za rok? Edward Gierek został pierwszym sekretarzem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Za pieniądze kapitalistycznych banków budował bezpieczeństwo obywateli ludowego państwa. I tak budował, że nie starczyło wtedy na ani barierki, ani na ubrania. Ludzie chodzili na szaro i wyglądali nijako.

Postanowiłem iść (z oporami) za Endorfiną. Jej postać, ubiór, zachowanie sprawiły, że straciłem motywację, by udać się do psychoterapeuty od uzależnień i grupy wsparcia. Powinienem niby tam iść, by wyjść na prostą. W domu została moja połowica, syn z żoną i wnuczka. Zapewne mieli nadzieję, że wyjdę na tę prostą, wyleczę się dzięki terapii, uczeniu się jak żyć w trzeźwości. Ale czy nie jest tak, że pewne zdarzenia, nazywane przypadkami, które nas spotykają, o które się potykamy (nie w sensie upadku, ale w sensie zejścia z utartego szlaku, żeby spojrzeć pod innym kątem na siebie) są takim imperatywem, od którego nie sposób się uchylić, a który właśnie sprawi, że uda nam się wykaraskać z dna pijackiej studni czy bezbarwnego życia? Konia z rzędem temu, który udowodni, że jest inaczej.

No więc zamiast iść na kolejną sesję terapeutyczną, poszedłem za Endorfiną. Byłem ciekawy dokąd pójdzie i jak będzie się zachowywać. Gdyby taksówkarz skierował do mnie takie bluzgi, pewnie bym podszedł do niego, wyciągnął go zza uchylonej szyby, dał z liścia, albo kopnął w zadek.

Nie potrafiłem sobie wyobrazić człowieka oplutego wyzwiskami, który nic sobie z tego nie robi. Jej nawet powieka nie drgnęła. Żadnych wstrząsów cielesnych nie doświadczyła, słowem kaczka, po której woda spłynęła. Ale co ja mówię?! Żadna kaczka. Endorfina poruszała się pięknie. Szła lekko, jakby z każdym krokiem ubywało jej lat. Wyglądała zgrabnie i ponętnie w lekko opiętej sukience, z niewielką torebką w dłoni. Zawsze miała na sobie coś oryginalnego.

Zazdrośnie patrzyłem, bo chciałem, by mnie też, tak jak jej, ubywało lat. Ja – starzejący się facet (choć nie byłem do końca przekonany, że tak właśnie jest), dobijający do emerytury, z problemem alkoholowym, któremu na zajęciach udowodniono niezbicie, że z każdym kolejnym wypitym kieliszkiem wódki ubywa młodości – ruszyłem za nią.

Przeczuwałem, że to jest szczególny dzień. Przeczułem ten imperatyw, działający jak zwrotnica tramwajowa. Niemal go zobaczyłem w postaci Endorfiny, jak skierowuje mnie na inny tor, ten, który miał wyprostować moje ścieżki. Zdawało mi się, że odkrywając tajemnicę, która pozwala Endorfinie chodzić prosto, sam się wyprostuję, dowiem się, kim jestem i przestanę się siebie wstydzić.

Może dlatego pomyślałem, że to stroje Endorfiny, wciąż zmieniane, wciąż wzbudzające skrajne odczucia i opinie otoczenia, są tą tajemnicą, którą chcę poznać. Popatrzyłem na siebie. Byłem ubrany tak, jak ubierali się ludzie w epoce Gierka.

Ta konstatacja przepełniła czarę.

Podbiegłem do Endorfiny i zapytałem, czy pomoże mi kupić ubranie. Wyznałem jej, że mam dość tej szarzyzny i bylejakości i chciałbym się nosić tak jak ona. Zacząć nowe życie.

Zaproponowała, byśmy zamienili się ubraniami. Powiedziała, że to przywróci mi równowagę.

Cóż to za propozycja! Całkiem od czapy! Czułem się tak, jakbym znalazł się u progu życia, a to moje przyszłe życie przeleciało mi przed oczami z Endorfiną i jej strojami.

Poszedłem na zajęcia do grupy wsparcia w czarnej sukience z białymi mankietami i białym kołnierzykiem. Czułem się sobą. Zapytany przez terapeutę o samopoczucie, zwierzyłem się, że spotkałem Endorfinę. No tak – skomentował – wszystkim brakuje tych peptydowych hormonów, które wywołują dobre samopoczucie i zadowolenie z siebie.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz