Chytra sztuczka

Pan Googl jest taki pomocny. Wpisuję nazwę ulicy, numer do którego mam się dostać, stukam w „Idź”. Na ekranie pojawia się rozpiska, jak mam dojechać i ile czasu mi to zajmie.

Najpierw dostaję się na przystanek PKP. Jadę pociągiem, prosto jak lecą szyny. Siedzę wygodnie. Wagon rozgrzany i duszny choć na dworze plus 7. Pasażerka, naprzeciw mnie otwiera okno. Od razu mniej się pocę. Ona też chyba się lepiej poczuła. Wyjęła telefon z torebki i zaczęła rozmawiać. Z jej słów domyśliłem się, że po drugiej stronie słucha ją koleżanka… Nie, to nie była rozmowa. To był monolog, chciałoby się powiedzieć z samą sobą, ale to byłoby takie masło maślane. Bo skoro monolog, to wiadomo, że rozmowa przebiega z samym sobą. Czyli z kim? – pytam siebie i słucham uważnie kto i do kogo mówi.

Wiem, pomyliłam się. Myślałam, że to porządny fachowiec. Chyba był! Znów zaczął pić. Charakter to jedno, a robota drugie. Sąsiadka mówiła mi, że robił jej szafę. Była zadowolona. I niedrogo wziął. Więc zamówiłam u niego stół i krzesła. Nawet taniej wyszło niż w sklepie. Pewnie trochę na czarno kombinuje, to i z kosztów zejść może. Kuchnia już mi się opatrzyła. Miałam stary stół z paździerza. Napuchł i zdziadział. Fornir odłaził. Wstyd było gości przy nim sadzać. Córka skarżyła się, że drzazgi jej wchodzą w ręce przy śniadaniu. Zeźliłam się. Przecież ona w szkole musi pisać. Koleżanki z klasy śmiały się z niej…

I tak dalej. Przez całą drogę do Warszawy mówi do słuchawki. Jej głos zmienia natężenie. Dramaturgia opowiadanej historia to wznosi się, to opada. Przyłapuję się na tym, że przypadkowy monolog pasażerki wciąga mnie. Zaczynam być ciekawy, co będzie dalej. W opowieści zapewne chodziło o jakiś stół – wadliwy? Zepsuty? Niedoróbka? Mam ochotę włączyć się w monolog i opowiedzieć swoją historię. Każdy ma coś do powiedzenia i chętnie o tym mówi. Albo o tym czyta. Bo to jest taki sposób na to, by dowiedzieć się co inni o nas myślą, albo jest pretekstem, by coś powiedzieć na temat innych. Słowem poplotkować. I gdy dochodzę do tych wniosków zauważam swoje zapędy, swoją chęć do włączenia się w jakąś tandetność.

Nastawiam się więc filozoficznie i odcinam się od monologującej kobiety. Przekonuję sam siebie zgrabnymi formułkami, że ja taki nie jestem i być taki nie chcę. Że plotki są dla plebsu, a ja zamierzam pogrążyć się w głębszym odczuwaniu, że mam dość zajmowania się cudzymi sprawami, przeglądania w necie newsów o zabójstwach, awariach, nadchodzących kataklizmach, rozwodach gwiazd, napadach stulecia i zepsutych stołach.

Rozgrzewam się filozoficznie, a nawet psychoanalitycznie. Podśmiewam się po cichu z kobiety i widzę jak na dłoni jej parcie do wczuwania się w sytuacje poza sobą, do łapczywego nagarniania wrażeń żeby przypadkiem nie pobyć ze sobą. Zaczynam na wzór pasażerki siedzącej naprzeciw, na miękkiej kanapie, monologować. Rozkoszuję się kolejnymi zgrabnymi formułkami o tym, jak to ludzie pogrążają się w coraz większej i głębszej pustce, że gonią za wrażeniami, rozrywką i chwytają je (ja nie gonię – wmawiam to sobie!), by wyprzeć miejsce należne prawdziwemu życiu. Snuję wątek za wątkiem, myśl wiekopomną za myślą i przyłapuję się na tym, że robię dokładnie to co pasażerka – uciekam od samego siebie, że w moim życiu też zabrakło miejsca na prawdziwe życie. To czego się boję do cholery, co nie pozwala mi znaleźć tego miejsca? – Pytam się rozeźlony. Nie znajdując odpowiedzi, znów słucham telefonicznego monologu.

Cała byłam roztrzęsiona. Więc mimo rozwalonego stołu i opóźnienia przy naprawie, będę miała zysk, bo im więcej gości w domu, tym większy dobrobyt jego właścicieli. Mówię ci. Miał facet tupet. Gadanę jeszcze lepszą. Zaproponował bonus. Za free. To mu powiedziałam, że jak bonus to musi być za free i zaśmiałam mu się prosto w te jego chytre oczka…

I tak dalej. Niemal krzyknąłem: eureka! – monologując w myśli. Spojrzałem na swoje chytre sztuczki, którymi wmawiałem sobie, że życie bez pogoni za wrażeniami tandetnymi zastąpię filozoficznymi i dzięki temu nie wpakuję się w jakąś bezmyślną otchłań, gdzie stracę na zawsze samego siebie. Coś w tym było i coś mi mówiło, że ten „ja”, którego tak boję się utracić, to jedna wielka chytra sztuczka.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz