Tandem

Blok mieszkalny. Wiele ich w Pruszkowie. Niektóre pamiętają dekadę Gierka – np. na Wyględówku. Inne są starsze, budowane za Gomułki – w innej części miasta. Obydwaj panowie, Gierek i Gomułka, pierwsi sekretarze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, znani są starszym wiekowo czytelnikom, młodszym niekoniecznie. Nie na budowie jednak rzecz się ma rozegrać, ani też w kuluarach jakiejkolwiek partii, czy z udziałem „wybitnych” przywódców minionej epoki, lecz z elementem wspólnym minionego i współczesnego czasu – z udziałem uzależnionego i współuzależnionej.
Jak to bywa w życiu i w opisach wspomnianej choroby (statystyki też o tym wspominają), tam gdzie pojawia się na świecie uzależniony, pojawia się, także, jego towarzysz nazywany współuzależnionym. Ów tandem egzystuje czas jakiś w iluzji, by w finalnej odsłonie, jeśli do takowej dochodzi, spaść z hukiem na podłogę. Różnie bywa później.

Na trzecim piętrze, w bloku pamiętającym Gomułkę, mieszka pani Mama z panem Synem. Ona rozwódka, przez mężowski alkoholizm. Syn rozwodnik, z dwójką dzieci (z dwóch mam). Porzucił maleństwa (chłopczyka i dziewczynkę) przez alkohol i efedron. Kobiety też porzucił przez coś tam. W obecnej chwili pan Syn nie pamięta przez co.

Słowo„przez”, użyty do opisu, nijak się ma do sytuacji obiektywnej. Decyduję się jednak użyć owego wskazania obwiniacza-usprawiedliwiacza, którego tak chętnie używają uzależnieni i ich nieodłączni partnerzy „współ”.

Magiczne słowo PRZEZ służy do wszystkiego. Uzależniony korzysta z szablonu:

Piję przez……….

Miejsce kropek zamienia na:
Ciebie, Pech, Okoliczności, Twój charakter, Chodzenie pod górkę – możliwości rozbudowywania tej wyliczanki są przeogromne.

Współuzależniony (dość często, nie zawsze) korzysta niby z tego samego szablonu, posługuje się tym samym argumentem, żeby jakoś wytłumaczyć sytuację, w której się znalazł, lecz przez szacunek dla tych osób i współczucie nie mam odwagi opisywać ich smutku. Sam kiedyś byłem budowniczym takiego tandemu.

Wracam na trzecie piętro gomułkowskiego bloku. Przyglądam się. Pani Mama wychodzi z mieszkania. Idzie do sąsiadki. Panie mieszkają na przeciw siebie. Drzwi w drzwi w odległości trzech metrów.

W tym czasie, po schodach, ociężale, wraca do domu pan Syn. Powłóczy nogami. Ma 40 lat. Łysieje. Zapadnięte policzki i ziemista skóra świadczą o jego nocnej eskapadzie, o przeszastanych pieniądzach (miały być na świadczenia alimentacyjne dla jego córki i syna). Z radością otwiera nie zamknięte na klucz drzwi pani Mamy mieszkania. Przekroczywszy próg, odruchowo, przekręca zamek, dociera do łóżka i pada w pościel w kompletnym ubraniu. Efedronowo-alkoholowa przebyta libacja odbiera mu świadomość.

Mama pana Syna opuszcza mieszkanie sąsiadki. Naciska klamkę. Zamknięte. Wychodząc na chwilę ani myślała brać ze sobą kluczy. Zastanawia się, co mogło się wydarzyć. Szybko dochodzi do bezbłędnego wniosku. Puka. Wali. Nawołuje. Cisza. Sen kamienny syna jest mocniejszy od jej wysiłków i złorzeczenia. Chce krzykiem zapytać, dlaczego została pokarana takim synem, ale wstyd przed sąsiadką, która przyszła jej w sukurs, odbiera jej chęć do użalania się na d sobą.

Telefonuje do swojego brata. Prosi, by przywiózł zapasowe klucze. Brat mieszka kilkanaście kilometrów od Pruszkowa. Kolei na tej trasie kiepsko się wiedzie przez remont Dworca Zachodniego. Dociera po dwóch godzinach niezadowolony. Złorzeczy. Przekazuje klucze i wchodzi do mieszkania siostry z dziwno-pewnym przeczuciem wobec siostrzeńca.

– Znów to samo! Dokąd będziesz to tolerować? Chcesz mieć po raz kolejny policję na karku? Chcesz, żeby znów cię okradł? – Chcesz, chcesz, chcesz? – Mnoży pytania jakby korzystał z szablonu.

– Mój syn już nie jest taki! Zmienił się! Jest inny! – Pani mama zapewnia, a brat słyszy te same od lat jej słowa.

Brat chce wyśmiać słowa siostry. Przytoczyć fakt widoczny jak na dłoni. Udowodnić, że przemiana zatrutego 40-to letniego faceta jest jej mrzonką i pobożnym życzeniem. Chce wskazać palcem buty siostrzeńca, który zalega w pościeli w taki sam sposób od lat wielu. Wyśmianie i wskazanie zamierają w nim na moment, na dźwięk niepokojącego pukania do drzwi wejściowych mieszkania siostry.

W przedpokoju pojawiają się funkcjonariusze. Dwóch panów z policji. Przedstawiają się. Legitymują. Pytają o syna pani Mamy. Przeszukują mieszkanie i śpiącego. Coś wyjmują z szuflady mebla i kieszeni spodni budzącego się do swojego dziennego koszmaru pana Syna. Zakładają mu kajdanki na przeguby dłoni. Butów nie musi zakładać. Zostaje wyprowadzony.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz