Zorientowanie

Przyglądam się sośnie. Sporo lat minęło odkąd ją posadziłem. Była drzewkiem świątecznym. Miała niecały metr wysokości. Ozdobiona, rozświetlona, w donicy, stała w pokoju, nieopodal okna i przypominała o narodzeniu Jezusa. Leżały pod nią prezenty.

Dzisiaj sosna jest dużym drzewem zimozielonym. Z pokoju przeniosła się do ogrodu. Wrosła w ziemię. Rozczapierzyła się, bo na początku swego bytu ogrodowego, złamał jej się czubek wzrostu. Ma mocne gałęzie. Na jednej z nich powiesiłem kawałek słoniny. Użyłem do tego złotej wstążki ozdobnej. Sznurek gdzieś się zapodział, więc wziąłem co było pod ręką – wstążkę po prezentach.

Słonina porusza się pod wpływem podmuchów wiatru. Kręci się wokół własnej osi. Wstążkowe złoto wypuszcza w moją stronę świetlne refleksy.

Przylatuje sikorka. Wczepia się pazurkami. Nieustannie porusza głową. Wydaje się, że jest niespokojna, nerwowa, dba o swoje bezpieczeństwo. Na pewno. Jednak głównym motywem, a raczej przyrodzoną potrzebą jej krzątaniny, jak u wszystkich ptaków, jest określanie siebie w przestrzeni. Żeby żyć trzeba być zorientowanym.

Człowiek nie musi poruszać nieustanie głową. Zbieranie współrzędnych, by się określić w przestrzeni, odbywa się za pomocą mięśni w gałkach ocznych.

Sikorka, by orientować się gdzie jest, musi poruszając nieustannie łebkiem, bo to „określone gdzieś” pozwala jej być w świecie: unika zagrożenia, zdobywa pokarm, pije wodę, trafia do gniazda, wie jak wczepić się w słoninę.

Wpatrzony w ptasie pazurkowanie i dziobanie przestaję na chwilę być zorientowany. Moje mięśnie w gałkach ocznych jakby się zatrzymały. Wydaje mi się, że ustał ruch słoniny i wstążki. Nawet nie wiem, kto ogląda sikorkę przy śniadaniu.

Może niektórzy pomyślą, że się upiłem. Sęk w tym, że zapomniałem jaki smak ma alkohol.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz