Rogatki Pruszkowa

Dziś podróż. Jadę z kolegą samochodem. 200 km w jedną stronę. Ten sam odcinek drogi w drugą. W bagażniku samochodu kartony, drukarka, nasz podręczny bagaż. Mijamy budynek żbikowskiego kościoła. W latach 1948-1952 wikariuszem w parafii był ksiądz Jan Twardowski, kapłan i poeta. Autor znanych słów:

Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą, Zostaną po nich buty i telefon głuchy.

Siedząc za kierownicą wpisuję się niejako w ten dawno temu napisany „scenariusz”, ale tylko niejako. Spieszę się, ale nie tak, nie do tego o co prosił ksiądz. Przyciskam gaz. Chcę jak najszybciej mieć z głowy podróż (służbową), wrócić do domu, robić to co lubię. Mój kolega, tak mi się wydaje, chce również odfajkować sprawy i wrócić do swoich zajęć.
Włączam radio. Ktoś omawia książkę znanej osoby. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że książka jest wybitna i zostanie obsypana nagrodami. Może ktoś zrobi adaptację prozy, napisze scenariusz i dzieło zostanie wystawiona na deskach teatru.

Wiele z opisanych tam faktów powinno stać się pretekstem (tak uważają dyskutanci w studiu radiowym), do pochylenia się nad wyłaniającymi się kontekstami i aspektami, które trzeba uporządkować. Rzecz dotyczy kondycji współczesnego społeczeństwa, w którym nie ma miejsca na wykluczanie mniejszości (religijnych, etnicznych, konfesyjnych, płciowych, światopoglądowych…). W szoferce wybrzmiewa (z głośnika) zachęta do swobody obyczajów, wykluczania narzucania, odwracania się tyłem do podziałów plemiennych, rozpuszczania aspektów narodowych, do tolerowania i akceptowania. Sugerują, by spieszyć się z realizacją postulatów, bo czas się kurczy i ucieka.

Jedziemy z prędkością 110 km na godzinę. Ekrany chroniące przed wiatrem i zawiejami, po obydwu stronach autostrady, przesłaniają prawy i lewy horyzont. Pogoda na podróż jest wyśmienita. Początek stycznia, a jest 15 na plusie. Pada rekord temperatury niespotykanej zimą w polskich górach – na Giewoncie plus 7. Woda pewnie leje się strumieniami.

Mijamy tablicę informacyjną. Droga, którą jedziemy, nazywa się Autostrada Wolności. Uchylam okno. Do środka wpada powietrze. Nie wyczuwam jednak zapachu wiosny, która pachnie rozgrzewającą się ziemią. Może to oznaczać, że zima jeszcze pokaże swoje mroźne pazury.
A gdybym nie chciał tych pazurów, nie życzył ich sobie, spróbował wykluczyć przyrodnicze narzucanie niskich temperatur? Mówię głośno o swoim chceniu.

Możesz się przenieść w cieplejsze rejony, takie, w których mroźne pazury się nie pojawiają. Tylko się pośpiesz, bo może być za późno – proponuje mi współpasażer kolega.

To prawda. Mogę. Rozważam tę wersję wydarzeń, choć wątpię by przeprowadzka się udała. Ostatnimi laty (na całym globie) pogoda stała się kapryśna i zmienna, więc mogłoby się okazać, że przenosząc się do ciepłych krajów, tak naprawdę przeniósłbym się z deszczu pod rynnę.

Nasze przewożenie-przeprowadzka się udaje. Wracamy. Dojeżdżamy do rogatek Pruszkowa, do olbrzymiego komina w biało-czerwone pasy i góry śmieciowej.

Ludzie to potrafią usypywać – mówi kolega.

Potrafią, potrafią – odpowiadam i wiem z czego ta góra jest usypana: …buty i telefon głuchy.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Jeden komentarz

  1. Marta Zieleniesia
    2023-01-05

    Człowiek, kontynuator, kreator i ukoronowanie.., czym może pochwalić się światu zwierząt, roślin i każdej materii ożywionej? Przyroda bez problemu da sobie radę bez nas, ale my bez niej – nie. Czym się odwdzięczamy za dary, za owoce ziemii..? Górą! Człowiek to brzmi dumnie…

Dodaj komentarz