List pierwszy

Po latach udawania i kluczenia zdecydował się na terapię w ośrodku zamkniętym. Poprosił swoją matkę o napisanie listów, które jak sądził będą ważną częścią jego terapii. Chciał zobaczyć obraz samego siebie jej oczami. Matka się zgodziła. Ma nadzieję, że jej syn znów będzie człowiekiem.

Hej, Marku!
Czas pędzi, za chwilę Nowy Rok 2023, Ty zaaklimatyzowałeś się w Ośrodku i pracujesz nad sobą, jak wszyscy tam. Po to się w tym miejscu znalazłeś. Z własnej woli.

Mam z Tobą niewiele kontaktu; a to nie masz zasięgu, a to przyszła fala zimna, Ty zaś się przeziębiłeś i nie możesz za długo rozmawiać na tarasie (co zrozumiałe). Zapewne tak miało być, zwłaszcza w naszym wypadku: mieszkamy od tak dawna razem, przeżywaliśmy ostatnio trudne sytuacje, pojawiła się więc możliwość – chcę myśleć „szansa” – złapania dystansu, świeżego spojrzenia na to, co się działo od miesięcy, od lat, także między nami, a co wpływało na Twoje narastające uzależnianie się od alkoholu.

Czy rzeczywiście to, jak wyglądała nasza relacja, pchało Cię coraz bardziej w stronę „tego podstępnego, największego gówna” , jak sam określiłeś alkohol? Na pierwszy rzut oka, to były Twoje autonomiczne decyzje, czy skłonności. Szedłeś do pobliskiego pubu, żeby tam spotykać się z ludźmi, których uważałeś za interesujących z rozmaitych powodów, także za wartościowych, a że przedłużające się rozmowy z nimi nie mogły się obyć bez piwa, czy – coraz chętniej – wódy? Tyle razy chwaliłeś się przecież, że masz wyjątkowo mocną głowę. A że coraz częściej zdarzało Ci się nie wracać do domu na własnych nogach, albo nie trafiać do klatki, w której mieszkasz…
„Narąbany”, obrażałeś ludzi, tych samych, których lubiłeś i ceniłeś, sam mi to nieraz opowiadałeś. Tak, jakbyś badał ich wytrzymałość na obelgi, które miotałeś, jakbyś poddawał ryzykownej próbie ich rzeczywistą akceptację, sympatię do Ciebie, jakbyś do końca w nią nie wierzył? Sprawiając im dotkliwą przykrość, naruszając ich jak najbardziej pozytywną opinię o sobie, raniłeś przecież siebie? Skąd się brały te sado-masochistyczne praktyki? Z jakich kompleksów, zadawnionych traum? Dlaczego to robiłeś? Tu nic nie jest proste i ma jakąś niezbadaną przeszłość.

Nigdy do mnie nie mówiłeś „mamo”. To słowo nie mieściło się w repertuarze intymności, do której przecież byliśmy przypisani. Bywałam Stefą, Janiną, Baśką, czasem, w chwilach przyjaznego otwarcia , mówiłeś do mnie „Joleczko”, dobrze wiedząc, że są to imiona, których wewnętrznie nie akceptuję. Już prawie przestałam na ten codzienny proceder degradacji reagować, już go nie dostrzegałam. Ale w środku nigdy nie przestało mnie nurtować pytanie: czy to wstydliwość objawiania uczuć nie pozwala Ci zwracać się do mnie „mamo”? – czy też podświadomie karzesz mnie w ten sposób za jakieś straszne – według Ciebie – przewinienia? Aż kiedy przyjechałam na spotkanie rodzin , a Ty pomogłeś mi wdrapać się po schodach do pokoju na górze (wiesz, że schody, to mój wróg!), otworzyłeś drzwi i przedstawiłeś mnie zebranym dobitnie „Moja mama”, czy „to mama”. Nawet się nie domyślasz, jakie to na mnie zrobiło wrażenie. To słowo, którego w stosunku do mnie nigdy nie używasz, aż mnie zabolało. Czy fakt, że jesteś teraz trzeźwy, umożliwił Ci do niego dostęp? Czy po prostu – w tej sytuacji musiałeś zapowiedzieć, kto tu w związku z Tobą przyszedł.

Kiedy „byłeś pod wpływem”, obrzucałeś mnie strasznymi bluzgami. Nie będę ich cytować. Nazajutrz najczęściej ich nie pamiętałeś. Albo mówiłeś: „przecież wiesz, że Cię kocham potwornie”. Z tego podsumowania zionie jednak jakimś horrorem. Naprawdę wolałabym, żeby przysłówek „potwornie” ustąpił miejsca jakiemuś innemu. Wymyśl go, masz przecież wielką inwencję i poczucie humoru.

Wy tutaj wszyscy ponoć dużo piszecie. To dobrze, bardzo dobrze. Mowa jest ulotna, zawsze można się czegoś wyprzeć, coś podmienić. Ty nie lubiłeś pisać, przynajmniej listów. A teraz dochodzą mnie słuchy, że świetnie piszesz, że masz dar pisania.
Na pewno odkrywasz w ten sposób siebie. I zaczyna Ci to smakować. Stajesz się innym sobą.

Na razie tyle,
Mama.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

2 komentarze

  1. Marta Zieleniesia
    2023-01-05

    Trochę przewrotnie…
    Można wyprzeć się słów zapisanych, choć dzięki zapisowi ich, myśl – choćby najkrótsza i przewrotna – zachowuje sens tego, co się chciało powiedzieć nie ulotnie.
    Ulotność słów wypowiedzianych sprawia czasami kłopot w odtworzeniu ich dosłownie, ale czasami właśnie ta ulotność może wryć się w człowieku najgłębiej.

  2. Krzysztof Urban
    2023-01-05

    Bo ulotność jest bezsłowna, niekombinująca – dlatego się widzi, a nie zakłada, że coś….

Dodaj komentarz