Sylwestrowy pączek

Marta jest sympatyczką Socjusa. Była współuzależniona od męża alkoholika. Ten smutny etap życia ma już za sobą. Jej wybranek pić przestał. Ona nie przestała jeść słodyczy.

Marta mieszka przy jednej z wąskich uliczek Żbikowa, w starej kamienicy, budowanej zapewne na początku XX wieku, w okresie przemysłowego rozwoju Pruszkowa.

Marta, jak wielu mieszkańców swojego miasta, i pewnie sporo milionów ludzi na świecie, przed nadchodzącym Nowym Rokiem, poczyniła przyrzeczenia. Zrobiła to bez zbędnych ceregieli, bez powoływania się na czynniki zewnętrzne, w prostocie myśli i serca. Postanowiła, przez cały rok A.D. 2023, nie jeść słodyczy.

Nim jednak doszło do realizacji przyrzeczenia, uzgodniła z samą sobą, że odmawianie sobie przyjemności, w dodatku przez tak długi okres czasu, musi być zaznaczone czymś w rodzaju rytuału. Wyobraziła więc sobie, że przyszły rok będzie okrągły, bez żadnych kanciastości i kantów, co mogłoby skutkować okrągłymi sumkami w portfelu. I słodkie by to było jak pączek.

– Zjem jednego pączka i tak rozpocznę nową kartę życia w okrągłościach – stwierdziła.

Jak stwierdziła tak zrobiła.

Wsiadła na rower. Przejechała mostek rowerowy na Utracie, minęła rozkopy budowlane związane z budową mostu na rzece, dojechała (bez żadnych przygód) do cukierni przy ulicy Sienkiewicza.

Kupiła pięć pączków (dla siebie jeden, pozostałe dla rodziny). Pudełko ze słodyczami umieściła w bagażowym koszyku i ruszyła w drogę powrotną.

Tunel pod torami pokonała posiłkując się windą. Dalej był parking, ulice Waryńskiego, Elektryczna. Przebrnęła przez rozkopy budowlane. Wjechała na rowerowy mostek i… rozdzwonił się telefon.

Zahamowała. Zsiadła. Oparła jednoślad o zieloną barierkę i w momencie, gdy sięgała po smartfona, linka do zabezpieczania roweru przed kradzieżą, zsunęła się z kierownicy i wylądowała na pochyłości koryta rzecznego.

Bezwiednie pomyślała o pechu. Linka była jej potrzebna. Lubiła mieć zabezpieczony rower. Tyle się mówiło o kradzieżach.

Z pobliskiego krzaka ułamała cienką gałąź. Uklękła na mostku, wsunęła rękę między metalowe tralki bariery. Nigdy tego nie robiła, więc ciało bez doświadczenia zatoczyło się nieznacznie. Łapiąc równowagę przesunęła nogę, uderzyła w przednie koło roweru.

– Jak to się mogło stać? – Pytała siebie patrząc na karton i pączki spadające na brudny beton.

Zdenerwowana zamierzała podsumować zdarzenie. Już, już, na końcu języka wiązało jej się słowo „Pech”, lecz w ostatniej chwili je odwołała.

Marta tak zwane dziwne przypadki, odzierała z elementów liturgicznych i tak zwanego czary-mary. Kierowała się prostotą myśli i serca, więc tak zwane sprawstwo nadprzyrodzone, miała w wielkim poważaniu. Tym jednak razem, okoliczności, zmusiły ją do rewizji. Wpatrzona w zabrudzone pączki nie mogła się ich doliczyć. Rachowała raz i drugi. Wynik dodawania wyniósł cztery i się powtarzał. Spoglądała na puste pudełko mając nadzieję, że tam właśnie znajduje się piąty, brakujący pączek. Nie znajdował się.

Zrezygnowana wstała. Rozprostowała kości przed kolejną próbą odzyskania zapięcia roweru. Wyjaśniła racjonalnie zniknięcie pączka: musiał spaść do wody. Gdy się odwróciła w stronę budowanego mostu, oniemiała. Na zielonej barierce, na poręczy, leżał jej utracony pączek, jej ostatnia słodycz, jej wyobrażony rok okrągły.

Poczuła wdzięczność w sercu. Jej myśli się zatrzymały. Z zachwytem patrzyła na poręcz, na ciastko, na leniwie płynącą wodę, na zbrojeniowe pręty i prowizoryczną przeprawę łączącą brzegi rzeki.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz