Życzliwość

Pociągi jeżdżą raz na godzinę do Warszawy, Warszawy Zachodniej, później, by się dostać do Centrum, skorzystać należy z komunikacji miejskiej, dostępnej, czystej i wygodnej, o którą dba Miasto, którą finansuje Miasto. A co to jest Miasto? Domy, ulice, infrastruktura, szkoły, kościoły, szpitale… Ludzie, obywatele, mieszkańcy. Wreszcie nazwa Miasta i położenie na mapie. Jest jeszcze administracja: zarządzający, sprzątający, ratujący, porządkujący, egzekwujący.

Dziwnie brzmią komunikaty w TV i we wszelakich mediach mówiące, że: rząd, prezydent, starosta, burmistrz, samorząd przeznaczają pewne sumy pieniędzy, by chronić, by ulżyć, przychylić nieba. Za nasze dla nas? Tak łatwo, czasem trudno i po namyśle, rozporządzać budżetowymi pieniędzmi.

Wybory, jak zainwestować publiczne pieniądze, są na pewno, częstokroć problematyczne. Bo na co wyłożyć milion lub pięć? Dlaczego Stowarzyszenia XYZ otrzymało dotacje, a Przedszkole MUT nie?

Pruszków to ok. 60 tysięcy mieszkańców. Ileśdziesiąt tysięcy z nich ma prawa wyborcze i zapewne pójdzie (w odpowiednim czasie) wybierać tych, którzy obiecują mieszkańcom, że zaopiekują się Miastem. Różnie bywa z wypełnianiem obietnic, nie tylko wyborczych.

W Socjusie, nigdy nie słyszałem, by ktoś obiecywał, przed wyborami Zarządu, że po wyborach, wybrany, postawiony na czele, posadzi wierzbę i będą na niej rosły gruszki. A tak często się zdarza. Wystarczy włączyć jakikolwiek kanał TV czy Internet, a wylewają się na nas potoki zapewnień, że tym razem będzie inaczej (lepiej), że tym razem to te gruszki urosną na wierzbie, że dotychczasowych rozliczymy, bo są źli i nieudolni, a my (ci pozytywni i wspaniali) zrobimy tak, że zapanuje dobrobyt i nieustająca szczęśliwość. Tak było, jest i będzie. Ludzie wolą żyć życiem wyobrażonym, ukształtowaną na swój obraz rzeczywistością.

Mijają lata, a wybieranie „Miasta” nie mija. Jest ponad i pozaczasowe. Przypisane i wpisane w codzienność, w miesięczność i roczność. Stało się jak potrzeba fizjologiczna – bez jej zaspokojenia, funkcjonowanie jest kłopotliwe. Więc potrzebę realizujemy przy urnach wyborczych w określonym czasie, za pomocą przepisów i zasad. I wciąż obiecujemy sobie i innym (nie tylko przed wyborami i przy urnach), że będzie lepiej.

Przyglądając się i słuchając owemu krzątającemu się obiecywaniu pojawia się we mnie potrzeba. Słyszałem o niej w Socjusie. Widziałem ją w oczach moich znajomych. Czasem dostrzegałem ją u pieszych na ulicy Kraszewskiego.

Nasze miasto na pewno pięknieje i nie jest to zasługą jednego człowieka, jednej Partii, Stowarzyszenia, Organizacji czy tych, którzy obiecują. Pisać o tym, że to zasługa wszystkich, jest truizmem. Jest to oczywista oczywistość. Ale truizmem już nie jest oczekiwanie na takie obietnice, w których uwzględnia się samego siebie i mówi głośno, że to od nas samych zaczyna się ulepszanie Miasta.

Nie jest to postulat i zachęcanie do publicznych wiwisekcji i analiz psychologicznych kandydatów na jakieś tam urzędy i funkcje. Czasem ludzie mają dość ciągłego obiecywania, że będzie lepiej. Owszem, wizja bycia w raju jest kusząca. Ale gdyby się zdarzyło, że kandydat głośno pomyśli, przyzna, że życzliwość jest lepsza od złości i napomknął, że będzie się starał o tę życzliwość, że czasem wspomni o niej, zachęci do bycia życzliwym i na jej bazie będzie rozmawiał, z mieszkańcami, obywatelami, z każdym z nas (jako i my, z każdym, życzliwie!), to być może, ta maniakalna potrzeba ulepszania, stałaby się zwykłą potrzebą i mniej byśmy o niej słyszeli. Wtedy, w takim trochę wysprzątanym miejscu, znajdzie się miejsce na życzliwość, nie tylko u kandydatów – we mnie też.

Subscribe to our newsletter!

Krzysztof Urban Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz